Poprosiłem o zdjęcie w tym miejscu. Najbliższe otoczenie szkoły jest niemal tak ważne jak sam budynek. Nie zawsze sprzyja rozwojowi i nauce. 100 lat temu stała tu najpiękniejsza polska synagoga a ulica Mickiewicza była jedną z najbardziej reprezentacyjnych w mieście. Powinniśmy uczyć tu kultury, opowiadać o dziedzictwie miasta i jego trudnej historii. Tymczasem uczymy nasze dzieci... kiczu, tandety, braku szacunku do przestrzeni, w której żyjemy. Pomnik na placu cuchnie moczem, jest otoczony brudnymi, pasiastymi kramami i fastfoodami, wszędzie śmieci, kamienice zasłaniają reklamy a teren szkoły zajmują parkujące samochody. Doskonała lekcja barbarzyństwa i wandalizmu. Fot. Ewa Waszut
Poprosiłem o zdjęcie w tym miejscu. Najbliższe otoczenie szkoły jest niemal tak ważne jak sam budynek. Nie zawsze sprzyja rozwojowi i nauce. 100 lat temu stała tu najpiękniejsza polska synagoga a ulica Mickiewicza była jedną z najbardziej reprezentacyjnych w mieście. Powinniśmy uczyć tu kultury, opowiadać o dziedzictwie miasta i jego trudnej historii. Tymczasem uczymy nasze dzieci... kiczu, tandety, braku szacunku do przestrzeni, w której żyjemy. Pomnik na placu cuchnie moczem, jest otoczony brudnymi, pasiastymi kramami i fastfoodami, wszędzie śmieci, kamienice zasłaniają reklamy a teren szkoły zajmują parkujące samochody. Doskonała lekcja barbarzyństwa i wandalizmu /Fot. Ewa Waszut

– Niektórzy wierzyli, że w 2020 będziemy jeździć na latających deskorolkach, tymczasem w katowickich szkołach ciągle palimy węglem – mówi w rozmowie z InfoKatowice.pl Aleksander Krajewski*, architekt.

Kontynuujemy tym samym tematykę katowickich budynków i dalej rozmawiamy o szkołach. To już nasza trzecia rozmowa.

Reklama

Ewa Waszut: Wcześniej powiedziałeś m.in., że budynki szkolne powinny uczyć i budować świadomość otaczającego nas świata. Powiedz proszę jak mogłoby to wyglądać w Katowicach. Wyobraź sobie, że masz zaprojektować szkołę w centrum Katowic. Masz dowolne środki i możliwość współpracy z kim tylko sobie wymarzysz.

Aleksander Krajewski: Przede wszystkim zastanowiłbym się czy w centrum Katowic potrzebna jest kolejna szkoła. Wydaje mi się, że akurat w tej dzielnicy ich nie brakuje. Domyślam się, że byłaby to raczej budowa nowej szkoły w miejscu istniejącej, ewentualnie przebudowa lub rozbudowa – mająca na celu dostosowanie budynku do współczesnych potrzeb.

Moim zdaniem, modelowa praca architekta powinna skupiać się na użytkowniku projektowanej przestrzeni. W tym wypadku byliby to nauczyciele i uczniowie. Jednocześnie mam świadomość, że inwestorem byłaby gmina, urząd miasta byłby naturalnym partnerem. Nie łudzę się, by inwestor prywatny widział sens ekonomiczny w budowie szkoły w centrum miasta, choć takie inwestycje mają oczywiście miejsce – na przedmieściach, przy okazji budowy nowych, raczej ekskluzywnych osiedli deweloperskich, ale i to jest raczej rzadkością.

Moja praca rozpoczęłaby się od rozmów, wywiadów, ankiet przeprowadzanych z przyszłymi użytkownikami, w celu uzyskania jak najpełniejszej wiedzy o ich potrzebach. Na pewno dążyłbym też do tego by budynek był w przyszłości jak najmniejszym obciążeniem dla budżetu miasta – energooszczędność, czy wręcz produkcja energii na miejscu powinna być cechą każdego publicznego budynku bez wyjątku. 30 lat temu niektórzy wierzyli, że w 2020 będziemy jeździć na latających deskorolkach, tymczasem w katowickich szkołach ciągle palimy węglem. Życie w XXI wieku do czegoś zobowiązuje.

Starałbym się też spowodować, by szkoła miała szansę funkcjonować poza godzinami lekcji, by choćby w części stanowiła ogólnodostępną przestrzeń publiczną – dostępną dla mieszkańców dzielnicy. Zastanawiałbym się na przykład jak sprawić, by z tej przestrzeni korzystały również osoby starsze, które stanowią coraz większy procent mieszkańców Śródmieścia.

Ewa Waszut: W związku z postem pod poprzednim wywiadem (Mały Joe: Wizje Krajewskiego są może i ciekawe, ale w Polsce ich nie widzę, przynajmniej nie w następnych 20-30 latach. Ogrody warzywne w szkołach, gdzie większość rodziców nie chce, żeby dzieci szły do kina, żeby nie tracić czasu. Albo parkingi na rowery, gdzie większość dzieci przyjeżdża autami rodziców. Piękne to, ale naiwne) chciałabym abyś mi powiedział: naiwność to dla Ciebie…?

Aleksander Krajewski: Cóż… kto mnie poznał ten wie, że moimi działaniami w mieście kieruje jedna główna zasada: Jeśli moje miasto mi się nie podoba to mam dwa wyjścia: wyprowadzić się albo zacząć je zmieniać. Wielu, jak choćby 90% mojej licealnej klasy, wyjechało. Do Krakowa, Warszawy, Wrocławia, za granicę – tam jest im lepiej. Rozumiem ich, ja sam też wyjechałem, ale po paru latach wróciłem.

Nie rozumiem natomiast tych wszystkich narzekających, jęczących smutasów, którzy mówią: u nas to się nie uda, nie widzę tego, naiwność. Przecież takie podejście to jest samospełniająca się przepowiednia. Ja, moi przyjaciele z Fundacji (Napraw Sobie Miasto – przyp. red.), a także setki osób z innych organizacji społecznych sprawiliśmy, że mamy w Katowicach dokument, który nazywa się „Polityka Rowerowa”, że mamy Budżet Obywatelski. Pięć lat temu też niektórzy mówili, że jesteśmy naiwni sądząc, że Miasto podzieli się swoim budżetem z mieszkańcami albo, że będziemy dostosowywać infrastrukturę do potrzeb rowerzystów. Dzisiaj mamy do dyspozycji 24 miliony złotych, strefę tempo 30 i toczą się rozmowy o dostosowaniu ronda przy Spodku do ruchu rowerowego.

Akcja „Czyste Powietrze” i alarm smogowy to również zasługa „zwykłych” ludzi, a nie urzędników i polityków. Jeśli zatem ktoś mówi, że „u nas się nie da” to proponuję wyprowadzkę gdzieś „gdzie się da”. Bo największym problemem tego miasta są ludzie, którzy potrafią godzinami narzekać, ale nawet nie ruszą palcem, by cokolwiek się zmieniło. Byłoby miło gdyby zeszli nam z drogi. Albo się przyłączyli, bo my dopiero nabieramy wiatru w żagle.

 

*Aleksander Krajewski. Architekt, członek Zarządu SARP o. Katowice. Członek Rady Programowej Fundacji Napraw Sobie Miasto, w której realizował m.in. działania edukacyjne z zakresu architektury i wiedzy o mieście, akcje miejskie zwracające uwagę na kwestie dostępności i jakości przestrzeni publicznych. Rowerzysta miejski. Ojciec.

3 KOMENTARZE

  1. Najwiekszym problemem tego miasta jak i wielu innych są tacy lewacy jak Krajewski. Może w ogóle zabrońmy ludziom używania aut albo zlikwidujmy drogi, żeby grupka szpanerów mogła sobie spokojnie jeździć na rowerze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
19 + 29 =