Radny z 2 osobami
foto: Grażyna Skrzypkowska

Wybory do wszystkich rad dzielnic w Katowicach odbędą się 8 listopada 2026 roku. Żeby jednak mogły się odbyć, w każdej dzielnicy musi zgłosić się odpowiednia liczba kandydatów. Czy miasto skutecznie zachęca mieszkańców do kandydowania i angażowania się w działalność rad dzielnic? O tym rozmawiamy z przewodniczącym Rady Miasta Katowice Łukaszem Borkowskim.

Grażyna Skrzypkowska: Kiedy są wybory do rad dzielnic i co trzeba zrobić, żeby kandydować?

Łukasz Borkowski: 8 listopada, więc tę datę warto zapisać w kalendarzu, a od 14 do 24 września można się zgłaszać. Ci wszyscy, którzy chcą kandydować, zamieszkują na terenie danej dzielnicy, zbiorą 20 podpisów poparcia swoich sąsiadów, mogą zgłosić kandydaturę.

G.S.: Radni dzielnicowi zgłaszają, że plakatów jest mało i dopiero teraz zaczęły pojawiać się w dzielnicach. Co się dzieje?

Ł.B.: Plakaty są, a promocja tych wyborów trwa już od wielu miesięcy. Plakaty to oczywiście jeden z etapów, ale chociażby w kolejnych numerach wydawanej co miesiąc gazety miejskiej Nasze Katowice jest zamieszczana informacja o wyborach. Oprócz tego oczywiście internet, media społecznościowe, czy to kanały oficjalne miasta, czy radnych miejskich, radnych dzielnicowych. Wszyscy się w to angażują. 

G.S.: W niektórych dzielnicach wybory nie odbyły się, bo było za mało kandydatów. Czy jako Urząd i Rada Miasta wyciągnięto z tego wnioski?

Ł.B.: Rada dzielnicy jest czymś, co działa oddolnie na tym najniższym szczeblu, najbliższym mieszkańcom danej dzielnicy. Nie można nikogo zmusić do tego, żeby w wyborach startował. Nie można też mieć pretensji do kogoś, że nie chce działać. To jest działalność społeczna, wolontaryjna, dobrowolna. Oczywiście można i trzeba informować, można stworzyć ramy organizacyjne, ale autentycznej, oddolnej energii mieszkańców zastąpić ani wymusić się nie da.

G.S.: Ile osób zgłaszających się do wyborów to osoby przekonane do działania, a ile takich, które zostały namówione tylko po to, żeby była wymagana liczba kandydatów (czyli nazywane przez nietórych tzw. “słupy”)?

Ł.B.: Mam nadzieję, że każdy, kto zgłasza się do startu w wyborach, robi to z przekonania. O to chodzi, żeby to było takie autentyczne zaangażowanie. Nie ma co na wyrost kogoś posądzać o to, że robi to z jakichś innych intencji.

G.S. Czy można coś zrobić, żeby mieszkańcy bardziej angażowali się w rady dzielnic?

Ł.B.: Nie można nikogo zmusić do tego, żeby w wyborach startował. To musi wynikać z autentycznej, oddolnej potrzeby.

G.S.: Ale taką oddolną potrzebę można wzniecić.

Ł.B.: W różnych dzielnicach dzieje się to z różną intensywnością. Są dzielnice, w których ta aktywność jest większa, ale są też takie, w których jest mniejsza. Z tym też się trzeba liczyć.

G.S.: Niektórzy mówią, że do rad dzielnic idą osoby, które później będą kandydować do Rady Miasta. Czy politycy lokalnych struktur powinni kandydować do rad dzielnic?

Ł.B.: Kandydować może każdy.

G.S.: Nie pytam jednak o to, czy mogą, bo wiemy, że mogą. Pytam, czy powinni.

Ł.B.: Ani prywatnie, ani też z racji pełnionej funkcji nie będę oceniał tego, kto może, kto powinien kandydować. O tym decydują mieszkańcy. Jeśli tylko kandydat spełnia wymogi formalne, jest na liście kandydatów, mieszkańcy decydują w głosowaniu czy obdarzą go zaufaniem.

G.S.: Czy miastu Katowice potrzebne są rady dzielnic?

Ł.B.: Tak, są potrzebne. Dlatego toczyliśmy całą tą walkę proceduralną, przeszliśmy całą ścieżkę sądową do Naczelnego Sądu Administracyjnego, żeby Rady z powrotem wywalczyć po krzywdzącej decyzji wojewody. Wygraliśmy. Jest sukces na gruncie prawnym, w związku z czym od razu przystąpiliśmy do tego, żeby wybory przeprowadzić. To co się teraz dzieje, wynika przekonania, że Rady są potrzebne.

G.S.: Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

 

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.