Katastrofa F-16 poruszyła Polaków. Zamiast ciszy i refleksji pojawiły się jednak skrajne reakcje.
Najpierw brutalne słowa profesora Uniwersytetu Śląskiego Marka Migalskiego, który obraził zmarłego pilota. Potem wpis europosła Roberta Biedronia, a na koniec agresywna piosenka Kazika Staszewskiego, w której muzyk wulgarnie im grozi. Oba przypadki – słowa i pieśń – pokazują, że w debacie publicznej coraz częściej przekraczamy granice szacunku i empatii.
Tragedia w Radomiu, w której zginął mjr Maciej „Słaba” Krakowian, powinna jednoczyć i skłaniać do refleksji. Tymczasem prof. Marek Migalski, politolog i wykładowca Uniwersytetu Śląskiego, nazwał go „piratem lotniczym” i „nieudacznikiem”. Te słowa spotkały się z jednoznaczną reakcją rektora UŚ, który podkreślił, że wolność słowa nie zwalnia z odpowiedzialności, a etyka i szacunek wyznaczają jej granice.
W międzyczasie Robert Biedroń opublikował wpis na X, komentując zdjęcie prezydenta Karola Nawrockiego i Donalda Trumpa obserwujących przelot myśliwców, używając słów: „Szon patrol na posterunku…”, co zostało uznane za nietaktowne i obraźliwe wobec pamięci pilota. Wpis szybko usunął, a za niego przeprosił, tłumacząc, że był „nieudanym żartem” asystenta.
Na fali oburzenia pojawił się także „artystyczny” protest. Kazik Staszewski na swoim profilu na Instagramie zaśpiewał piosenkę, w której padły wulgarne groźby: „Będziesz wisiał Biedroń, ty ku** je****, za to, że naszych pilotów obrażasz (…)”. Jeszcze tego samego dnia dodał kolejny filmik, w którym powiedział, że do jego piosenki należy „bez wątpienia dodać i Migalski”.
W efekcie zamiast spokojnej rozmowy i upamiętnienia zmarłego, pojawiły się obelgi, wulgaryzmy i groźby. Jedni obrażają tragicznie zmarłego pilota, inni w odwecie nawołują do symbolicznego linczu.
A przecież nie tędy droga. Jeśli mamy budować wspólnotę, to tylko przez dialog, wrażliwość i szacunek. Wolność słowa jest bezcenna, ale bez odpowiedzialności zamienia się w broń, która rani.


































