Chcesz mieć jeszcze mniej czasu, zaznajamiać się z arkanami wyceny krawężników chodnikowych oraz oceny dendrologicznej drzew. Do tego śledzić, najlepiej codziennie, informacje z Biuletynu Informacji Publicznej i inne oficjalne miejskie komunikaty. A może lubisz festyny?
Tak, na dzielnicowych wydarzeniach publicznych można się zasiedzieć, słuchając mieszkańców i opowiadając o działaniach dzielnicowych radnych. Przez chwilę możesz nawet poczuć się tak jakby w konfesjonale. Jeszcze dorzucimy do tego dyżury i sesje i… ratowanie kotów uwięzionych w rynnie. Nuda.
Ile czasu zajmuje bycie dzielnicowym radnym?
Tu przyda się popularny zwrot: „to zależy”. Osoby „funkcyjne” pracują więcej ze względu na przygotowanie i prowadzenie sesji oraz działalność międzysesyjną, taką jak kontakt z urzędnikami, projektowanie wniosków czy analiza przepisów prawnych. Sesje rady dzielnicy odbywają się zgodnie z potrzebami, jednak nie rzadziej niż raz na kwartał. Ponieważ rada przyjmuje wnioski, głosując, tu każdy radny się przyda, aby zagłosować lub zgłosić potrzeby swoich sąsiadów i własne spostrzeżenia.
Czyli od kilku popołudniowych godzin po tyle, ile osoba zechce przeznaczyć na pełnienie mandatu z wyboru mieszkańców.
No dobrze, kandyduję, ale czy ja się w ogóle dostanę?
Aby zostać wybranym na dzielnicowego radnego, trzeba wykonać kilka czynności. Po pierwsze – pobrać wniosek oraz listę poparcia, a potem zebrać najlepiej ponad 20 podpisów od mieszkańców właściwej dzielnicy i złożyć to wszystko podczas dyżuru komisji wyborczej. Tych podpisów to lepiej więcej, na wypadek gdyby któryś z nich był nieważny – nawet kandydatom na prezydentów Krakowa zdarzają się takie nieplanowane wpadki.
Następnie kampania. Nie taka jak w wielkiej miejskiej i krajowej polityce. Tu mile widziana byłaby mała ulotka czy wizytówki. Tak najlepiej dać się poznać i przekonać znajomych i sąsiadów, aby w listopadową niedzielę wrzucili kartę do głosowania do urny w którejś z komisji wyborczych – i to już całkiem sporo.
Co ja tam będę robić? Przecież ja się na tym nie znam!
Rady dzielnic, choć często mówi się, że ich kompetencje są małe, mogą jednak coś zdziałać w mieście. Nie tylko samymi wnioskami o naprawę dziur w drogach i innymi usterkami. Rady opiniują i wyrażają stanowiska w sprawie swojej dzielnicy. Tu wpływ, początkowo niewielki, zaczyna stopniowo rosnąć.
Opinie w sprawie nazw ulic i placów, wniosków o inicjatywy lokalne, niektórych projektów do budżetu obywatelskiego, inwestycji. Teraz, gdy wnioski deweloperów o zabudowę miasta zdarzają się coraz częściej, merytoryczny głos przedstawicieli mieszkańców, którzy znają dzielnicę “jak własną kieszeń”, bywa lepiej słyszalny. Czasem można doprowadzić do wspólnych działań urbanistycznych, jak projekt ulicy, albo zapobiec nadmiernej wycince drzew. Rada może składać propozycje do projektu budżetu miasta i propozycje wydatkowania środków finansowych przeznaczonych dla Dzielnicy. Działania na rzecz porządku publicznego we współpracy z Policją i Strażą Miejską albo opiniowanie i wnioskowanie rozwiązań komunikacji publicznej na terenie Dzielnicy też brzmią nienajgorzej.
Jak mówi Tomasz Kozłowski, były radny Dzielnicy Ligota-Panewniki: „Całej dzielnicy nie naprawisz, ale możesz zająć się choć jednym jej fragmentem, osiedlem, ulicą” – to już dużo.
Co ważne, dzielnicowy radny nie musi być ekspertem, lecz dobrze, aby potrafił umiejętnie wyszukiwać potrzebne informacje, sformułować i zadać pytanie oraz przeprowadzić sprawę przez miejski urzędniczy system. I tak kropla powoli drąży skałę.
No i te festyny i zabawy dla dzieci… Oprócz skoków na „dmuchańcach”, rozmawiając z mieszkańcami i słuchając ich, można budować wspólnotę, świadomość i lokalną tożsamość – szumnie nazywają to społeczeństwem obywatelskim.
Po co właściwie kandydować?
Może właśnie dlatego, że rady dzielnic mają ograniczone kompetencje, warto próbować je zmieniać. Maria Czenczek – była radna dzielnicy Zarzecze – zdecydowała się kandydować ponownie, choć na podstawie doświadczeń z poprzedniej kadencji nie ma większych złudzeń. Wtedy liczyła przede wszystkim na bliższy kontakt z mieszkańcami i możliwość zajmowania się ważnymi dla nich sprawami. Widzi w radzie dzielnicy platformę komunikacji – miejsce, w którym można zbierać opinie i potrzeby mieszkańców, a następnie naciskać na radę miasta, aby zajęła się konkretnymi problemami.
Dla niej to także szkoła demokracji lokalnej i pierwszy krok dla osób, które chcą angażować się w rozwój swojej dzielnicy.
„ Dlatego chcę mieć na to wpływ. Wyrzucałabym sobie, gdybym nie wystartowała” – podsumowuje.
I chyba właśnie o to chodzi. Nie o przekonanie, że jedna osoba zajmie się wszystkim, ale o decyzję, że skoro coś można zrobić, to warto chociaż spróbować.
A co, jeśli nie chcę kandydować, a tylko się angażować?
Nie każdy musi zostać radnym, żeby działać na rzecz swojej dzielnicy i nawet szerzej – miasta. Rady dzielnic można wspierać także na wiele innych sposobów – między innymi nagłaśniając problemy mieszkańców, interesując się ich sprawami czy pomagając w dotarciu z informacją do szerszego grona osób.
To właśnie współpraca z mieszkańcami jest tym, co w radach dzielnic jest unikalne Nie tylko papierologia – uchwały, wnioski i opinie, ale przede wszystkim możliwość zebrania w jednym miejscu wiedzy o tym, czego naprawdę potrzebują ludzie mieszkający na konkretnej ulicy czy osiedlu. Kto może to zrobić lepiej niż jeden z Was.
Także już wiesz, gdzie nie zaglądać, czego absolutnie nie pobierać ze stron urzędu miasta, a już na pewno nie składaj niczego w komisjach wyborczych od 14 do 24 września 2026 r.
Wybory: 8 listopada 2026 r., godz. 7:00–19:00
No chyba, że bardzo chcesz, tu link do szczegółowych informacji: https://bip.katowice.eu/wyboryraddzielnic



































