Nielegalnie porzucone opony, elementy karoserii i odpady pochodzące prawdopodobnie z działalności gospodarczej – to jedne z największych problemów związanych z dzikimi wysypiskami w Katowicach. Podczas posiedzenia Komisji Klimatu i Środowiska radni pytali urzędników między innymi o kontrole takich miejsc, wykorzystanie fotopułapek oraz skuteczność kar nakładanych na sprawców.
Jak wyjaśniali przedstawiciele miasta, najbardziej problematyczne wysypiska powstawały na obrzeżach Katowic i w miejscach trudnych do obserwowania. W takich lokalizacjach podrzucane były niekiedy znaczne ilości odpadów, których usunięcie i zagospodarowanie generowało wysokie koszty.
Opony i odpady z warsztatów
W ostatnich latach zmienił się rodzaj odpadów trafiających na dzikie wysypiska. Jednym z najczęściej występujących problemów stały się zużyte opony. Urzędnicy znajdowali również elementy karoserii i inne części samochodowe.
Może to wskazywać, że część odpadów pochodziła z nielegalnej działalności związanej z naprawą pojazdów lub była podrzucana przez warsztaty, które chciały uniknąć kosztów prawidłowej utylizacji.
Miasto współpracowało w takich przypadkach ze Strażą Miejską oraz Wojewódzkim Inspektoratem Ochrony Środowiska. Jeżeli udało się ustalić sprawcę, podejmowane były działania kontrolne i karne.
Mandat niższy niż koszt usunięcia odpadów
Jednym z problemów wskazanych podczas posiedzenia była wysokość kar za nielegalne wyrzucanie śmieci. Zgodnie z przedstawionymi informacjami mandat mógł wynosić maksymalnie 500 zł.
Urzędnicy podkreślali, że taka kwota często była niewspółmierna do kosztów uprzątnięcia i zagospodarowania porzuconych odpadów. W przypadku dużego wysypiska usunięcie śmieci mogło kosztować znacznie więcej niż kara nałożona na sprawcę.
Zdaniem przedstawicieli miasta konieczna byłaby zmiana przepisów i podniesienie kar, aby nielegalne pozbywanie się odpadów przestało być finansowo opłacalne.
Fotopułapki zmieniają lokalizacje
W miejscach, w których regularnie pojawiały się odpady, wykorzystywane były fotopułapki. Urządzenia nie działały jednak jako stały monitoring jednego terenu. Były przenoszone pomiędzy lokalizacjami w zależności od bieżących potrzeb i otrzymywanych zgłoszeń.
Przedstawiciele Straży Miejskiej tłumaczyli, że fotopułapki muszą być montowane w sposób, który nie wzbudza zainteresowania. Zdarzały się bowiem przypadki kradzieży urządzeń. Nie w każdym miejscu możliwe było również zapewnienie odpowiednich warunków do ich działania.
Fotopułapki pełniły zarówno funkcję prewencyjną, jak i pomagały w identyfikowaniu osób podrzucających odpady. Stały monitoring wszystkich problematycznych terenów byłby jednak zbyt kosztowny.
Nie wszystkie zgłoszenia dotyczyły wysypisk
Urzędnicy zwrócili też uwagę, że część zgłoszeń przekazywanych przez mieszkańców dotyczyła pojedynczych butelek lub opakowań, niekiedy znajdujących się w pobliżu kosza. Każde takie zgłoszenie wymagało jednak weryfikacji i skierowania pracownika w dane miejsce.
Innym problemem były nielegalnie ustawione pojemniki na odzież, które nie miały oznaczonego właściciela. Jeżeli znajdowały się na gruntach miejskich, były usuwane. W przypadku terenów prywatnych lub należących do spółdzielni miasto zwracało się do właścicieli nieruchomości o podjęcie działań.
Wysypiska również na terenach prywatnych
Nie wszystkie nielegalne składowiska znajdowały się na gruntach należących do miasta. Część zgłoszeń dotyczyła terenów prywatnych lub nieruchomości należących do firm.
W takich sytuacjach właściciel był najpierw informowany o problemie i otrzymywał czas na uporządkowanie terenu. Postępowanie administracyjne wszczynano dopiero wtedy, gdy wezwania nie przynosiły rezultatu.
Miasto zapowiedziało dalszą współpracę ze Strażą Miejską i innymi służbami. Urzędnicy przyznali jednak, że skuteczna walka z dzikimi wysypiskami wymaga nie tylko kontroli, lecz także surowszych i bardziej odstraszających kar.
































