Jedno kliknięcie, jedna rozmowa – i zaufanie może narodzić się za szybko. Historia Mirka i Anki uczy ostrożności.
Komentarz pod postem, a potem kilka wiadomości na jednym z komunikatorów internetowych. Tak zaczyna się znajomość Mirka z Anką. Mirek pochodzi z jednego z śląskich miast, Anka natomiast – ponad dwieście kilometrów od niego. Rozmowy stają się coraz bardziej osobiste, nawiązuje się relacja – jak to w komunikatorach, trudno ocenić jaka. Opowiadają sobie o swoich sprawach, problemach, kontaktują się. Znajomość trwa.
Któregoś wieczoru Marek dostaje rozpaczliwą wiadomość od Anki. Siedzi z dzieckiem w parku i nie ma się gdzie podziać. Marek natychmiast kontaktuje się ze swoją znajomą prowadzącą zbiórki na rzecz potrzebujących, a ta szuka dla Anki wsparcia w jej miejscu zamieszkania: Ośrodek Interwencji Kryzysowej, dom samotnej matki… Sytuacja robi się dynamiczna, ponieważ kobieta nie chce takiej pomocy, pisze Markowi, że obawia się późniejszych konsekwencji – kuratorów, odebrania dziecka. Prosi mężczyznę o pieniądze na najem mieszkania, a ten robi przelew. To kilka tysięcy złotych. Z trudem przyznaje się znajomej do transakcji bankowej – jest mu wstyd.
Anka odrzuca połączenia, nie odpisuje na wiadomości. „To nic, że pieniądze – co z jej dzieckiem?” – zastanawiają się Marek i jego znajoma. Próbują szukać kobiety przez internet, miejskie grupy społecznościowe, zgłaszają sprawę do odpowiednich służb. Okazuje się, że kobieta ma kilka profili na mediach społecznościowych, jej zdjęcia nie wydają się prawdziwe, a w dodatku osoby z grup potwierdzają, że ma długi w innych miejscach.
Przychodzi do niej patrol policji i sprawdza, co z dzieckiem – okazuje się, że wygląda zdrowo, jest zadbane i uśmiechnięte. Kobieta przyznaje się, że faktycznie otrzymała przelew i zamierza go zwrócić. Po czym kontaktuje się z Markiem, straszy, obraża i oczekuje numeru konta oraz ustalenia harmonogramu spłaty – pieniędzy już nie ma albo nie chce oddać od razu całej kwoty. Na szczęście dziecku nic się złego nie dzieje, kobieta wspomina, że policja już to sprawdziła.
A teraz schodzimy, a raczej boleśnie spadamy na ziemię. Jak często ufamy osobom, których nie znamy osobiście, a tylko z którymi korespondujemy? Czy znajomości internetowe mogą doprowadzić do takiej poufałości? I jak rozpoznać sygnały, które mogą być pierwszą oznaką, że nie wszystko jest zgodne z tym, co wirtualnie zostało opisane?
PS Imiona osób opisanych w tekście zostały zmienione
Jak wyjaśnia psycholożka Ewelina Maćkowska, regularna komunikacja online może stworzyć poczucie więzi emocjonalnej i ważnej relacji. Choć widzimy tylko mały fragment drugiej osoby – bez pełnego kontekstu, jej zachowań czy mimiki – dla naszego mózgu nie stanowi to przeszkody. Umysł wypełnia te luki obrazami, które już zna.
W dobie mediów społecznościowych, aplikacji randkowych i komunikatorów internetowych jest to także jedna z form poznawania się. Jednak nie tylko wirtualnie, lecz po pewnym czasie również realnie, „na żywo”.
Mimo wszystko warto zatrzymać się na chwilę, gdy relacja staje się zbyt intensywna, a druga osoba unika spotkań, pojawiają się natomiast prośby o pomoc finansową lub inne nagłe życiowe sprawy. – W takich sytuacjach istnieje ryzyko – mówi Ewelina Maćkowska – że ktoś może mieć zamiar oszukać drugą osobę, wykorzystując jej poczucie samotności lub żałoby. Możemy wtedy wpaść w pułapkę poczucia winy albo manipulacji.
Angażujemy się i jesteśmy emocjonalnie otwarci. Nie jest to żadna wada ani przypadłość, z którą trzeba walczyć. Warto jednak zachować ostrożność, weryfikować fakty i sprawdzać, czy historie opowiadane przez wirtualną znajomą są spójne.
Relacja wymaga zaangażowania, czasu, chęci obu stron oraz dojrzałości emocjonalnej. Jeżeli więc ktoś próbuje zbyt szybko inicjować poważne działania, może to być sygnał ostrzegawczy – podsumowuje psycholożka
Tak sprawę komentuje radca prawny Aleksander Oliwa z Stowarzyszenia Aktywności Społecznej Bona Fides.
W ostatnim czasie zagrożenie cyberprzestępczością znacznie wzrosło, a forma przestępstw jest bardzo zróżnicowana. Oprócz np. „klasycznych” wyłudzeń danych umożliwiających dostęp do konta bankowego, przestępcy wykorzystują internet do znanych nam już wcześniej, tzw. oszustw matrymonialnych. Komunikacja internetowa ułatwia im bowiem nawiązanie kontaktów z innymi osobami, zdobycie ich zaufania i manipulację.
W celu uniknięcia stania się ofiarą oszusta najważniejsze są zachowania prewencyjne poprzez weryfikację tożsamości osoby nowo poznanej, jej sytuacji osobistej, stanu majątkowego, miejsca zamieszkania itp., a zwłaszcza wzmożonej czujności w przypadku gdy w niedługim czasie po nawiązaniu znajomości występuje ona z prośbą o pomoc finansową. Należy bowiem pamiętać, iż przekazane sprawcy oszustwa środki finansowe mogą okazać się niemożliwe do odzyskania, nawet w przypadku pociągnięcia takiej osoby do odpowiedzialności karnej. Oszust może bowiem się ich w szybkim czasie wyzbyć, ukryć, a co najczęstsze przekazać na inne w tym zagraniczne konta bankowe, co uniemożliwi ich zwrot.
W przypadku gdy już padliśmy ofiarą oszustwa należy jak najszybciej powiadomić o tym fakcie Policję oraz zabezpieczyć wszelkie związane z przestępstwem dowody, w tym konwersacje w komunikatorach internetowych, wiadomości sms i email, ewentualne zdjęcia, numery kont bankowych, numery telefonów itp. Czas działa bowiem na naszą niekorzyść, a im szybciej podejmiemy działania, tym zwiększa się szansa na ujęcie sprawcy, a co najważniejsze na zabezpieczenie środków uzyskanych przez niego w wyniku oszustwa.

































