Tłumy, świetna muzyka i wyjątkowa atmosfera – tak zapowiadał się festiwal Zorza na katowickim Muchowcu. Niestety, dla wielu uczestników samo dotarcie na teren wydarzenia okazało się… największym wyzwaniem.
Autobusy przepełnione do granic możliwości
Już w piątek, 29 sierpnia, dało się odczuć pierwsze problemy. Komunikacja miejska nie sprostała napływowi pasażerów. Autobusy kursujące w stronę Muchowca były zatłoczone do tego stopnia, że wiele osób nie mogło wejść do pojazdów. Wprowadzono specjalne linie ZTM (S1 i S2), ale dopiero na powrót z festiwalu. Na przystankach tworzyły się kolejki, a atmosfera wśród pasażerów stawała się coraz bardziej nerwowa.
– Czekaliśmy ponad 50 minut na autobus 110. Gdy w końcu przyjechał, nie było szans się do niego dostać. Odjechał pełny, a my zostaliśmy na przystanku – relacjonuje jedna z uczestniczek.
– Przyjechałam z Holandii na festiwal i utknęłam na dworcu w Katowicach. To już 3 autobus do którego nie udało mi się wejść – mówi Pani Ania.
„Od wczoraj próbujemy skontaktować się z rzecznikiem prasowym ZTM w celu uzyskania komentarza do zaistniałej sytuacji, jednak do tej pory nie udało nam się nawiązać kontaktu – nikt nie odbiera telefonu.”
Ulice zamknięte, objazdy, korki
W związku z organizacją festiwalu, z ruchu wyłączono fragmenty ulicy Francuskiej i Lotnisko. Odcinek od ul. Ceglanej do ronda przy ul. Trzech Stawów oraz wjazd do CH 3 Stawy był całkowicie zamknięty od godz. 15:00 do 3:00 w nocy – zarówno w piątek, jak i sobotę. Mieszkańcy osiedla Francuska Park mogli korzystać z tzw. śluzy komunikacyjnej, ale dla większości kierowców oznaczało to gigantyczne utrudnienia.
Sytuację komplikował fakt, że tego samego dnia w Katowicach odbywał się również mecz GKS Katowice oraz rozgrywki EuroBasket 2025 w Spodku. Skumulowany ruch sprawił, że centrum miasta oraz okolice Muchowca były w praktyce sparaliżowane.
Zbyt mała liczba kursów i słaba informacja pasażerska
ZTM uruchomił dodatkowe linie na powrót z festiwalu S1 i S2, jednak – jak się okazało – to zdecydowanie za mało. Brakowało autobusów umożliwiających dojazd na festiwal. Dodatkowo brakowało czytelnej informacji o tym, gdzie i kiedy można się przesiąść.
– Wysiadłem przy Trzech Stawach i przez 40 minut szukałem oznaczeń lub mapy dojścia na teren festiwalu. Ludzie krążyli w ciemno – dodaje inny uczestnik.
Wnioski na przyszłość? Organizacja do poprawy
Festiwal Zorza to z pewnością ambitne i kulturalnie wartościowe wydarzenie. Występy takich artystów jak Dawid Podsiadło, Artur Rojek, Kortez czy Sokół przyciągają tłumy – i słusznie. Niestety, komunikacja miejska i organizacja ruchu zupełnie nie były przygotowane na tak duże zainteresowanie.
Mieszkańcy osiedla Paderewskiego zgłaszali również liczne skargi dotyczące rozjeżdżonych trawników i nielegalnego parkowania w okolicy. Problem wynikał z faktu, że organizator wydarzenia, które zgromadziło około 50 tysięcy uczestników, nie zapewnił odpowiedniej liczby miejsc parkingowych.
Zamiast tego kierowano uczestników na dwa centra przesiadkowe, które łącznie dysponowały jedynie 900 miejscami parkingowymi. Co więcej, nie zorganizowano żadnych dodatkowych autobusów dowożących uczestników na teren Muchowca, co zmusiło wielu z nich do szukania miejsc parkingowych „na dziko” – na chodnikach, trawnikach i osiedlach, co wywołało słuszne oburzenie mieszkańców.
Apelujemy o lepsze planowanie infrastruktury transportowej przy organizacji podobnych wydarzeń w przyszłości, z uwzględnieniem realnej liczby uczestników.
Masz podobne doświadczenia?
Jeśli byłeś/-aś na Zorzy i również napotkałeś/-aś problemy z dojazdem – podziel się swoją historią. Tylko dzięki wspólnym głosom coś może się w tej kwestii zmienić.

































Bydło przyjechało z interioru i stawało gdzie popadnie
To nieprawda że stawali gdzie popadnie tym bardziej ze nie bylo już nigdzie miejsca nawet na trawnikach