O wełnowieckich „Alpach” w Katowicach powstał już niejeden tekst. O tym, co było tam przedtem, o akcjach sprzątania, rekultywacji i protestach w związku z wycinką drzew. Dla jednych to zwykła górka odpadów z pobliskich huty i kopalni, dla innych coś więcej.
Jednak dzisiaj nie o „Alpach”, choć wciąż o tej samej hałdzie – tylko jej dzikiej i mniej sławnej stronie. Można się tam wybrać na spacer od strony dzielnicy Bogucice z ulicy Leopolda. Tu i ówdzie widać jeszcze ślady po torach, a droga usypana jest tak charakterystycznym kolejowym tłuczniem. Gdzieniegdzie, na betonowych elementach, da się jeszcze odczytać oznaczenia: DN6-KKL-1-71 – milczące znaki dawnych czasów.
Niegdyś jeździły tędy wagony, zostawiając ślad poprzemysłowej przeszłości. Dzisiaj kolejki już nie ma, jednak nadal można spotkać mieszkańców, którzy ją wspominają. Pamięta ją także otulająca drogę przyroda będąca niemym świadkiem tamtych dni. W podłożu można zauważyć tak charakterystyczne dla miejsc poprzemysłowych zielonkawe kamienie – to tzw. zielony żużel. Niektórzy próbują go nawet sprzedawać, choć nie wiadomo, z jakim skutkiem. Dalszy odcinek dawnego torowiska zamienia się w typową kolejową skarpę – nie ma już torów, ale łatwo sobie wyobrazić, jak pociąg jechał tędy z ładunkiem.
Dziś hałda i dojście do niej z tej strony Katowic wygląda miejscami całkiem dziko. Można zauważyć różne gatunki polnych roślin i drzew, połączone z samosiejkami z lokalnych ogródków działkowych. Dziurawce, koniczyna, krzaki jeżyn, zdziczałe śliwy. Jest miejsce dla miejskich ptaków, konia jednego z okolicznych mieszkańców, a wiosną pasły się tu nawet owce z miejskiego stada. Nie wspominając o czworonogach biegających pod opieką właścicieli.

Na szczyt hałdy można się wspinać – choć dla miłośników gór może to wydawać się dość łatwe. Są też boczne ścieżki – zarówno od strony Bogucic, jak i Siemianowic Śląskich. Gdy już dotrzemy na górę, rozciąga się przed nami industrialna panorama kilku śląskich miast. Przy dobrej pogodzie widać górę św. Doroty — zwaną pieszczotliwie Dorotką.
Stąd, aż się chce wyznaczyć sobie kolejne cele mikrowypraw np.: budynek na ulicy Ludwika przy dawnym szybie kopalnianym – dziś zamieszkały, wieżę ciśnień i osiedle Borki, czy dzielnice: Bogucice, Dąbrówka Mała, Szopienice.
Można też nauczyć się rozpoznawania dzikich roślin i posłuchać śpiewu ptaków … albo po prostu zatrzymać się na chwilę i złapać oddech — oddech śląskiej przeszłości.
To miejsce ma swój urok, ale też niesie smutek. Wśród śpiewu pleszki (to taki mały kolorowy ptaszek), szelestu liści i kwiatów, „gołym okiem” widać szkło, plastik, śmieci – efekt ludzkiej bezmyślności.
A czy Wy znacie to miejsce? A może odkryliście tam coś, czego nie zauważył nikt inny? Podzielcie się!

































