foto: Weronika Wojtas
Reklama

Opóźniony autobus, wczorajsza wymiana zdań z partnerem, nieporozumienie ze współpracownikiem, szef wzywa na przysłowiowy dywanik – i jeszcze ten komunikat na zegarku: „Twój sen był nieregenerujący i zrobiłeś za mało kroków”. Potem padający deszcz, korek czy inne hałasy uliczne. W końcu robi się tego za dużo, za intensywnie – adrenalina, kortyzol… i pojawia się on – stres.

Już nie uciekamy przed jakimś groźnym dinozaurem-ludojadem, a de facto ta forma reakcji organizmu jest nam ewolucyjnie niepotrzebna. A jednak reagujemy stresem podobnie na znacznie mniejsze bodźce. Z początku możemy nie wiedzieć, o co chodzi, ale po jakimś czasie stres da o sobie znać. Pierwsze sygnały z ciała to bóle brzucha, klatki piersiowej, głowy. Gdy to zignorujemy, ciało zaczyna chorować.

„Żyjemy w środowisku mocno zanieczyszczonym hałasem, z wieloma bodźcami” – mówi Weronika Wojtas, psycholog z Przestrzeni Zmian. „Organizm długo funkcjonujący na wysokim poziomie stresu przyzwyczaja się do niego – pytanie: jakim kosztem?”

Ten koszt porównuje do stopniowego dawkowania trucizny i poleca, aby się zatrzymać oraz przebywać więcej w naturze. „Nie musimy nic robić, naszym zadaniem jest po prostu być” – mówi. „Rozejrzyj się, dotknij trawy, poczuj ciężar swojego ciała na ziemi, przyjrzyj się strukturze liści, posłuchaj ich szumu. Możesz zamknąć oczy i skupić się tylko na oddechu. Możesz zdjąć buty i doświadczyć bosymi stopami podłoża”.

Proste, prawda? A jednak sprawia wiele trudności. Świat nie zwalnia, a my dokładamy sobie obowiązków – coraz częściej brakuje nam czasu nawet na oddech. „ Pierwszy krok to wybór pobliskiego parku lub lasu zamiast zatłoczonej kawiarni” – proponuje Weronika Wojtas. „Doświadczajmy przyrody. Na początku może być trudno, a nawet przerażająco – to taka mała rewolucja” – dodaje.

Często w tym zabieganiu „odklejamy się” od swojego ciała, od emocji. Wśród drzew, w ciszy, człowiek zaczyna czuć siebie. Cisza może wydawać się na początku trudna, jednak przy częstym praktykowaniu daje ukojenie układowi nerwowemu. Japońskie badania wykazały, że przebywanie w lesie obniża poziom kortyzolu, tętno i ciśnienie krwi, zmniejsza stres, poprawia nastrój, redukuje lęk i wspiera odporność.

Są na to naukowe nazwy jak shinrin-yoku (lasoterapia), mindfulness (uważność), earthing (uziemienie), choć można powiedzieć znacznie prościej – las, przyroda i zieleń nas koi.

Nadmierny stres może powodować negatywne skutki dla ciała, dlatego zamiast leczyć ciało można spróbować go zredukować poprzez różne techniki relaksacyjne. Może to być na przykład lasoterapia.

Weronika Wojtas, psycholog i psychoterapeutka, stworzyła w katowickich Szopienicach otulony zielenią gabinet – Przestrzeń Zmian. Dzieli się nią, by każdy, kto tam trafi, mógł choć na chwilę wrócić do siebie.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.