/ fot. Policja

To nie jest grypa, to nawet śmiertelnie niebezpieczna choroba, która jest przy tym bardzo zaraźliwa. Są jednak tacy, którzy nie tylko lekceważą procedury bezpieczeństwa, wprost je łamią, narażając tym samym nie tylko swoich najbliższych, ale i sąsiadów czy wszystkich, których spotkają na swojej drodze. W regionie doszło do kilku zdarzeń związanych z COVID-19, które sprawiają, że po prostu włosy stają dęba na głowie. Zwłaszcza, że angażowane wtedy są służby, które mają co w tym trudnym okresie robić.

W jednym ze sklepów w Kłobucku w województwie śląskim pojawił się mężczyzna, który twierdził, że ma koronowirusa. Jak się okazało był pijany.

– Mężczyzna, wobec którego podjęto interwencję, zaczął mówić, że ma misję, która nakazuje mu zakazić jak największą liczbę ludzi. Od mężczyzny wyczuwalna była silna woń alkoholu, a jego mowa była bełkotliwa – poinformowali mundurowi. Następnie mężczyzna odbył tournée po szpitalach, gdzie przewiozła go karetka pogotowia. Trafił do placówki w Częstochowie, gdzie okazało się, że nie ma objawów koronawirusa, ale że dzielił się swoją „misją zakażania ludzi”, to trafił pod opiekę psychiatrów. Lekarze stwierdzili, że nie ma przeciwwskazań żeby osadzić mężczyznę w policyjnym areszcie, gdzie trzeźwiał. Sanepid również przebadał próbkę pobraną od mężczyzny, wynik badania pod kątem koronawirusa okazał się negatywny.

Reklama

W sumie służby straciły około 10 godzin na zmagania z pijanym mężczyzną, za sprowokowanie niepotrzebnych czynności służb grozi mu kara grzywny (1,5 tys. zł), a nawet pozbawienie wolności. Sprawą zajmie się teraz sąd. To niestety nie był jedyny przypadek marnowania czasu służb.

Wrócił z Włoch, źle się czuł

Do równie skrajnie dziwnej sytuacji doszło w Chorzowie. Tam 30-letni mężczyzna podszedł do patrolujących policjantów i zaczął narzekać na swój stan zdrowia. Mówił, że źle się czuje, odczuwa ból w klatce piersiowej i ma prawdopodobnie gorączkę. Przekazał też policjantom, że niedawno wrócił z Włoch, ale nie przebywa na kwarantannie.

– Na miejsce natychmiast skierowana została karetka, którą mężczyzna został przewieziony do szpitala zakaźnego. Jak się jednak okazało, 30-latek był zdrowy i nie potrzebował pomocy. Kłamstwem było również to, że był za granicą – informuje Sebastian Imiołczyk z chorzowskiej policji.

Podobnie jak poprzedniemu mężczyźnie, tak i chorzowianinowi grozi kara pozbawienia wolności oraz grzywna wysokości 1,5 tys. zł.

To niestety nie jedyny przypadek skrajnej nieodpowiedzialności, która pojawiła się w Chorzowie. W trakcie kwarantanny jeden z mieszkańców nie przebywał w swoim mieszkaniu. Podczas kontroli, gdy dzwonili do niego policjanci, okazało się, że mężczyzna znajduje się na pobliskim skwerze. Oświadczył, że „musiał się przewietrzyć”.

Potrzeba „przewietrzenia się” może go teraz kosztować nawet 30 tys. zł. Innych, których mógł zarazić zdrowie, a nawet życie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
28 − 8 =


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.