Mieszkanie wysmarowane odchodami pokazało miasto potencjalnemu lokatorowi i zdaje się miasto, jak i Komunalny Zakład Gospodarki Mieszkaniowej (KZGM) uważają, że wszystko jest w porządku. W katowickim sanepidzie sytuacją byli co najmniej zdziwieni. Zdziwił się też niedoszły najemca, którego odór po otwarciu drzwi mieszkania na osiedlu Tysiąclecia prawie zwalił z nóg.

Trudno w coś takiego uwierzyć, dlatego na dowód Mariusz Dziergas zrobił zdjęcia i nakręcił film. Na nim widać rozprowadzone po mieszkaniu przy ulicy Mieszka I/15 odchody.

– Od łazienki przez przedpokój aż do samej kuchni było rozprowadzone – nie wiem – za przeproszeniem gówno, śmierdziało i od razu mnie wyrzuciło stamtąd – powiedział nam Mariusz Dziergas. A że w tym bloku był portier, to ten portier przyznał, że tam (w lokalu – red.) mieszkała osoba starsza, która przynosiła różnego rodzaju rzeczy ze śmietników – dodał.

Reklama

Sprzątanie tylko w „niezbędnym zakresie”

Zadaliśmy w magistracie pytania odnośnie zaistniałej sytuacji. Wyjaśniono nam, że każdy przejmowany od lokatora lokal jest opróżniany ze znajdujących się tam elementów wyposażenia pozostawionego w mieszkaniu, śmieci i sprzątany jest w niezbędnym zakresie.

– Około 10% przejmowanych lokali, to mieszkania (najczęściej porzucone), w bardzo złym stanie technicznym, bardzo zaniedbane, często z nagromadzoną  ogromną ilością różnego rodzaju odpadów. Ponieważ przed zasiedleniem w każdym lokalu przeprowadzany jest remont ekonomicznie nieuzasadnione jest doczyszczanie takiego mieszkania poza wymieniony wyżej zakres – mówi Ewa Lipka, rzecznik katowickiego magistratu.

Sanepid natomiast mówi jasno i wyraźnie, że za stan sanitarny odpowiada właściciel-administrator.

– Nie wydaje mi się, żeby było właściwe proponowanie mieszkania w takim stanie – mówi nam Agnieszka Wołka z katowickiego sanepidu. Chociaż jak sama zaznacza mieszkania nie widziała. – Administracja powinna je doprowadzić do prawidłowego stanu sanitarnego i dopiero potem proponować ludziom zamieszkanie w takich lokalach mieszkalnych – dodaje.

Sanepid sam z siebie nie może interweniować w takich przypadkach, dopiero gdyby lokator mieszkania zgłosił się do sanepidu z problemem, wtedy można by podjąć interwencję, ale skoro lokatora nie ma, to nie ma też zagrożenia dla konkretnych osób.

KZGM nie chce powiedzieć w jakich okolicznościach poprzedni właściciel zdał mieszkanie.

– Ze względu na charakter sprawy, respektując prawo byłego użytkownika do zachowania prywatności, nie udzielamy informacji w tym zakresie – dowiedzieliśmy się w KZGM-ie.

Lokal w samym budynku raczej nie ma dobrej renomy.

– Nawet sam portier powiedział, że gdybym chciał tam zamieszkać, to bym musiał wszystkiego ściany wykuć do goła żeby założyć nowy tynk, bo tam wszystkie można się było spodziewać – mówi Mariusz Dziergas.

KZGM natomiast twierdzi, że w lokalu wcale nie jest tak źle. – Mieszkanie w chwili przejęcia było mocno zaniedbane, ale zostało opróżnione i wyczyszczone na tyle, ile potrzeba do wykonania w nim remontu. Dwukrotnie wykonano tam również dezynfekcję. Po upływie czasu jaki minął i na podstawie posiadanych dokumentów nie jestem w stanie zweryfikować stwierdzeń Pana Dziergasa – poinformował nas Marcin Gawlik, zastępca dyrektora KZGM.

Urzędniczka wprowadziła w błąd?

Sytuacja Mariusza Dziergasa jest skomplikowana. Kilka lat temu otrzymał od miasta lokal na ulicy Wojewódzkiej, miał być cichy i spokojny – nie był. Gdy chciał go zmienić, to zaproponowano mu mieszkanie na ulicy Panewnickiej 329. Od pracownicy KZGM otrzymał zapewnienie, że jest tam spokojnie – jak się okazało kobieta mieszkała w tym lokalu przed nim. Niestety, lokal, w którego remont zainwestował 50 tys. zł, nie był spokojny, na klatce trwają ciągle libacje, bójki i alkohol pojawiają się również za oknem.

Do określenia budynku mieszkaniec używa jednego słowa: „melina”. – Tam jest istna melina, tam ludzie cały czas piją jak nie pod blokiem, to na klatce schodowej. Można spotkać tam na każdym piętrze flaszki po piwie, puszki, papierosy wypalone – mówi. – Do drugiej, trzeciej nad ranem potrafią siedzieć (…) a rano jak się wstaje, to na klatce schodowej leżą, śpią sobie tam i po prostu mają takie wygodne życie – dodaje.

Gdy Dziergas zapytał oficjalnie na piśmie, dlaczego wprowadzono go w błąd, to dowiedział się od KZGM, że urzędniczka potwierdziła, że „dobrze jej się tam mieszkało” i że kontakt z niektórymi sąsiadami utrzymuje do dziś. W piśmie zaznaczono też, że: „nie miała prawa informować Pana szczegółowo i przekazywać wrażliwych danych o sąsiadach”. Powołano się w nim na „konstytucyjną ochronę prywatności”.

Gdy zapytaliśmy w magistracie o kwestię urzędniczki, to zignorowano nasze pytanie, dopiero gdy ponownie dopytaliśmy to otrzymaliśmy odpowiedź.

– Panie Redaktorze, w posiadanej dokumentacji nie ma informacji w zakresie Pana pytania, natomiast z uwagi na długotrwałą nieobecność pracownicy nie możemy ich skonfrontować – stwierdziła Ewa Lipka, rzecznik katowickiego magistratu.

3 KOMENTARZE

  1. Na 1 Maja 7 jest to samo, bezdomni śpią na klatce, rano strach wyjść do pracy. Niektórzy sąsiedzi również zaśmiecają klatkę schodową, która wygląda jakby zaraz miała się zawalić. KZGM nic z tym nie robi mimo licznych próśb…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
26 − 1 =


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.