Zgromadzenie publiczne przy ulicy 1 Maja 130 w katowickim Zawodziu rozpoczęło się we wtorek 11 sierpnia 2026 r. punktualnie o godzinie 18. Na małej przestrzeni – właściwie na podwórzu kamienicy i chodniku – zebrało się sporo osób. Pewnie z 200, z biało-czerwonymi flagami, flagami Śląska oraz flagami ugrupowań Ruchu Narodowego i Konfederacji. Było też nagłośnienie i mała platforma, a niektórzy, aby lepiej widzieć – bądź być widoczni – wdrapali się na pobliskie kontenery do selektywnej zbiórki odpadów.
Miejsc postojowych w dotychczas spokojnej okolicy zabrakło nawet na parkingu pobliskiego dyskontu. Nic dziwnego – wsparcie przeciw „budowie meczetu”, jak można sądzić po rejestracjach samochodów, przyjechało z całego Śląska. Ci z dzielnicy Zawodzie raczej ustawili się w cieniu, czasem z ciekawości, a czasem i z faktycznej chęci sprzeciwu.
Były opowieści o strachu o bliskich: żonę jadącą do domu taksówką, córkę wracającą ze szkoły i syna, który będzie się bał przeżegnać, przechodząc obok kościoła. Zgromadzeni wykrzykiwali hasła: „Deportacja, nie meczety”, „Stop masowej imigracji”, „Polska wolna od islamu” i „PiS-PO jedno zło”.
O czym naprawdę był ten protest?
Po pierwsze – o strachu przed obcymi, inną religią i przyszłością. Za przykład wskazywano inne państwa, gdzie muzułmanie nie zachowują się poprawnie.
Był też o wkurzeniu na decyzje urzędnicze, na które mieszkańcy nie mają żadnego wpływu. Protestujący wskazują tu na potrzebę konsultacji społecznych, jednak na podstawie frekwencji w głosowaniu na budżet obywatelski czy w konsultacjach miejskich do takich zmian jeszcze daleko.
Zawiodła też komunikacja w katowickim magistracie. Jak to możliwe, że rzecznik prasowy urzędu miasta odpowiada na szereg pytań internetowej telewizji z Tarnowskich Gór i robi to na terenie inwestycji, a jednocześnie nie ma prostego komunikatu prasowego w miejskich mediach? Czy urzędnicy schowali głowy w piasek? Czy jednak całe zamieszanie związane z obiektem budowanym przez Muzułmańskie Centrum Dialogu i Kultury “Doha” ich zaskoczyła?
Ten protest był także paliwem politycznym dla prawicowych ugrupowań – wszak emocje niosą niezwykle łatwo protest. A polityków, szczególnie tych prawicowych, piszących o tym w swoich social mediach, było wielu. Pojawiały się też dywagacje na temat kategorii obiektu nr 9, który miałby być tylko zmyłką, oraz jego kubatury – 1492 m³, prawie jak meczet. Tyle że w publicznym rejestrze GUNB zamierzenie budowlane przy ul. 1 Maja 130 opisano jako „rozbudowa o część usługową wraz z przebudową istniejącego budynku”. Inwestorem jest Muzułmańskie Stowarzyszenie Kształtowania Kulturalnego. O żadnej budowie meczetu w tym zamierzeniu nie ma mowy.
Na koniec był też o ludziach – mieszkańcach Katowic i miast ościennych. O tym, jaki wspólnie mamy potencjał do działania. Wykrzesać do tego energię jest nawet łatwo, o pozytywne spożytkowanie już mniej, zwłaszcza gdy do gry wchodzi polityczna walka o wpływy.
Był też o mieszkańcach dzielnicy Zawodzie i ich poglądach na tę kwestię. Jeden z nich, pytany o sytuację, powiedział krótko: „Cicho i spokojnie. Dokładnie. I tylko teraz się zrobiło głośno”.
Inny zwracał uwagę, że wcześniej miejsce funkcjonowało bez większych problemów. „Ja na tej działce mam garaż. […] Miałem firmę. […] Nie było jakichś problemów. W ogóle.”
Mieszkańcy mówili też, że nie wszyscy w ogóle wiedzieli o istnieniu tego miejsca. „I tam totalnie bez problemu młodzi ludzie. Tutaj ludzie po prostu nie byli świadomi, że jest coś takiego” – mówił jeden z rozmówców.
Znalazł się jednak także głos związany już szerzej z muzułmanami. Jedna z kobiet mówiła: „Najpierw trzeba znać historię w ogóle islamu. Co muzułmanie dla nas tutaj w Europie zrobili”. Przypominała, że to właśnie muzułmanie sprowadzili do Europy część dorobku kultury greckiej. „Gdyby nie muzułmanie, to my na drzewach siedzimy” – mówiła.
Byli też tacy, których sprawa po prostu nie zajmowała. „Ja na przykład nie mam na ten temat zdania. Ale mnie to nie grzeje ani nie męczy.”
O czym nie był ten protest?
Mało kto tutaj był merytoryczny i wskazywał na konkretne przepisy prawne, zamierzenie budowlane, a nawet, zdaje się, nie pytał, czy wszyscy mieszkańcy Zawodzia mają coś przeciwko stowarzyszeniu, które działa w dzielnicy od lat.
Tłum na ulicy 1 Maja 130 protestował przeciwko budowie meczetu, który de facto nawet nie jest w planach.
I być może właśnie w tym tkwi największy paradoks tego zgromadzenia: protest był bardzo realny, emocje były prawdziwe, ludzie rzeczywiście się bali i czuli złość. Tyle że przedmiot protestu okazał się już na samym początku znacznie mniej rzeczywisty niż narracja, która wokół niego powstała i z biegiem czasu narastała.




































