Podczas zorganizowanego przez radną miasta Katowice Marię Ryś spotkania ze społecznością lokalną ulicy Kosmicznej i przedstawicielami Śląsko-Dąbrowskiej Spółki Mieszkaniowej, oprócz problemu z jezdnią, zgłoszono także inne sprawy, z którymi borykają się mieszkańcy. Spotkanie odbyło się w ubiegłym roku, a od tego czasu radna próbowała rozeznać się w zgłaszanych problemach. Jednym z nich okazała się kwestia wykupu mieszkań znajdujących się w niskich budynkach przy ulicy Kosmicznej w Katowicach.
Niskie zabudowania mieszkalne powstały około lat 50. XX wieku dla pracowników pobliskiej kopalni „Wieczorek”. Górnicy otrzymywali przydziały mieszkań, a po wygaszeniu kopalni Śląsko-Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa wystawiała lokale na licytacje dla nowych najemców, niekiedy niezwiązanych już z górnictwem.
– Mieliśmy po dwadzieścia lat i myśleliśmy, że złapaliśmy Pana Boga za nogi – wspomina pani Anna z ulicy Kosmicznej. – Lokal był w dobrym stanie, po starszej pani. Wraz z przyszłym mężem zdobyliśmy go, wygrywając licytację wierzytelności Śląsko-Dąbrowskiej Spółki Mieszkaniowej. Od początku – jak pamiętam – mówiono o możliwości wykupienia mieszkania na własność po około dwóch latach.
Kierując się ustną obietnicą, oprócz kwoty wylicytowanej za lokal, wpłaconej kaucji i regularnie opłacanego czynszu, małżeństwo zdecydowało się na generalny remont mieszkania. Gdy po kilku latach pisemnie zwrócili się o możliwość wykupu lokalu, odpowiedź administratora była odmowna.
Dlaczego?
To nie jest odosobniony przypadek. Można wręcz odnieść wrażenie, że chodzi o całą serię podobnych historii. Schemat jest niemal identyczny – młodzi ludzie przystępują do licytacji, inwestują znaczne środki w remont mieszkania, wierząc, że „lada moment będzie możliwość wykupu”. Kiedy jednak zwracają się o sprzedaż lokalu, słyszą, że nie jest to możliwe.
W uzasadnieniach odmowy, o których opowiadają mieszkańcy, pojawiają się różne argumenty – m.in. przebieg infrastruktury podziemnej (rur ciepłowniczych) w pobliżu budynków, kwestie własności gruntów czy powoływanie się na ustawę z dnia 15 grudnia 2000 r. o zasadach zbywania mieszkań będących własnością przedsiębiorstw państwowych i niektórych spółek handlowych z udziałem Skarbu Państwa[…] Spółka nie przedkłada jednej, spójnej wersji wyjaśniającej, dlaczego nie przewiduje możliwości wykupu mieszkań. Wielu z lokatorów wspomina natomiast, że choć wszyscy słyszeli podobne zapewnienia o przyszłej możliwości wykupu lokali, to później każdemu podawano inne uzasadnienie odmowy.
Mieszkańcy czują się oszukani i zawiedzeni, pozostając w swoistej próżni. W innych lokalizacjach należących do zasobów spółki wyodrębniono już własność lokali, powstały wspólnoty mieszkaniowe, a nieruchomości są – jak twierdzą mieszkańcy – lepiej utrzymane.
– Z jednej strony szkoda się wyprowadzić i stracić środki finansowe zainwestowane w remont mieszkania, z drugiej – przy rosnącym z roku na rok czynszu i braku większych remontów – pojawia się pytanie, czy warto nadal inwestować w ten lokal – mówią.
Do tego współpraca z administratorem budynków, zdaniem mieszkańców, nie przebiega wzorcowo. Skarżą się na grzyb pojawiający się na odrapanych klatkach schodowych, niedomykające się drzwi wejściowe oraz niesprawne domofony. W jednej z sieni miała nocować osoba w kryzysie bezdomności, w innej ktoś załatwił potrzebę fizjologiczną, a na zewnątrz gromadzi się stała grupa mężczyzn spożywających alkohol.
– Trochę strach – przyznają.
Jak relacjonują mieszkańcy, niektóre zgłaszane usterki są bagatelizowane, inne – nawet poważniejsze – naprawiane jedynie częściowo. Po zalaniu piwnicy wypompowano wodę, jednak same pomieszczenia pozostawiono bez odkażenia i odnowienia.
– Nie mamy indywidualnych liczników wody i płacimy za niedobory – skarżą się mieszkańcy. – Podobno nie ma na to środków, podobnie jak na wymianę domofonów. Nawet nie montowaliśmy w mieszkaniu unifonu, ponieważ od chwili, gdy tu zamieszkaliśmy, domofon i tak nie działa – dodaje mieszkanka kolejnej klatki.
Ich uwagę zwracają również znajdujące się w pobliżu garaże, które – jak twierdzą – od dłuższego czasu stoją puste. Nie można ich wynająć, stoją zamknięte, a farba na ich drzwiach zaczyna się łuszczyć.
– Jeśli nie chcecie zajmować się częściami wspólnymi budynków, pozwólcie robić to nam. Chcemy po prostu wykupić mieszkania na własność, a spółka otrzymałaby z tego tytułu środki finansowe – podsumowuje pani Anna.
Niestety, złudzeń nie pozostawia również radca prawny Aleksander Oliwa ze Stowarzyszenia Bona Fides. Jak wyjaśnia, Śląsko-Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa ma rację co do interpretacji obowiązujących przepisów.
Zgodnie z art. 4 ustawy o zasadach zbywania mieszkań będących własnością przedsiębiorstw państwowych i niektórych spółek handlowych z udziałem Skarbu Państwa osobie uprawnionej przysługuje prawo pierwszeństwa nabycia mieszkania wyłącznie wtedy, gdy właściciel przeznaczy lokal do sprzedaży.
Z prawa pierwszeństwa nie wynika jednak roszczenie o zawarcie umowy sprzedaży. Nie można więc skutecznie domagać się sprzedaży lokalu. Jest to rozwiązanie odmienne od tego, które obowiązuje w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych. Śląsko-Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa nie jest jednak spółdzielnią. Oznacza to, że dopiero w chwili podjęcia przez spółkę decyzji o sprzedaży konkretnego lokalu będzie ona zobowiązana zaoferować jego nabycie w pierwszej kolejności obecnemu najemcy.
Jak wynika z pisma skierowanego do radnej Marii Ryś, Śląsko-Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa wskazuje, że w zawartych umowach najmu strony uzgodniły odpłatne udostępnienie lokali mieszkalnych w formie najmu, natomiast „w żadnej z umów nie występuje zobowiązanie właściciela do sprzedaży mieszkań”.
Pismo spółki wyjaśnia więc, dlaczego mieszkańcy nie mogą skutecznie domagać się sprzedaży zajmowanych lokali. Nie odpowiada jednak na pytanie, które najczęściej powtarza się w rozmowach z lokatorami: dlaczego przez lata wielu z nich słyszało, że wykup mieszkań będzie możliwy, skoro – jak twierdzi dziś Śląsko-Dąbrowska Spółka Mieszkaniowa – nigdy nie ciążył na niej obowiązek sprzedaży tych lokali?
Równie istotne pozostają pytania o przyjęte przez spółkę kryteria gospodarowania zasobem mieszkaniowym. Dlaczego część dawnych mieszkań zakładowych została przeznaczona do sprzedaży, a budynki przy ul. Kosmicznej 57–62 nie? Co zdecydowało o pozostawieniu ich w zasobie spółki i czy mieszkańcy mogą liczyć na zmianę tej decyzji w przyszłości?
Do Zarządu Śląsko-Dąbrowskiej Spółki Mieszkaniowej skierowaliśmy również pytania dotyczące stanu technicznego budynków przy ul. Kosmicznej. Poprosiliśmy o wyjaśnienie m.in. przyczyn braku możliwości montażu indywidualnych wodomierzy, zakresu wykonanych i planowanych remontów, działań podejmowanych na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców, zasad wynajmu garaży oraz kryteriów zawierania umów najmu na czas określony i nieokreślony.
Czekamy na odpowiedź zarządu spółki.





































brakuje informacji na jakiej podstawie spółka dysponuje tymi mieszkaniami, a mueszkancom przydałby sie dobry prawnik, ktory wgryzie sie w przepisy i pójdzie do sadu