Ma prawie osiemdziesiąt lat i mówi sam o sobie, że jest najstarszym cyklistą w Katowicach. Po miejskich ulicach, drogach i ciągach pieszo-rowerowych jeździ już 52 lata. Jego rower także jest wyjątkowy, marki Ebeco, wyprodukowany w Katowicach, ma już 101 lat.
Wojciech Mszyca jest znany w mieście z kolekcjonerskiej pasji i miłości do starych rowerów. Ma ich kilkadziesiąt i prawdopodobnie najmniejsze muzeum, znajdujące się w osiedlowym pomieszczeniu wspólnym w bloku. „Symbolem rynku katowickiego przez długie lata był mój rower przypięty do znaku przed Modą Polską, a obecnie przed Biurem Informacji Turystycznej” — wspomina. Dla porządku Moda Polska to działające w latach 1958-1998 odzieżowe przedsiębiorstwo państwowe.
O rowerach wie wiele, zwłaszcza tych z Katowic. Jego 101-latek pochodzi z fabryki rowerów, gramofonów i wyrobów metalowych Erich Bernhard Company, znajdującej się niegdyś w pierwszej kamienicy obok obecnej Galerii Katowickiej, w kierunku placu Miarki, ale o tym nieco później. To dopiero początek fascynującej historii pana Wojciecha i samych rowerowych Katowic.
Z miastem związał się, zainspirowany rozmową ze swoim wujem — przedwojennym dziennikarzem. Tu była posada w redakcji „Panoramy Śląskiej”. Początkowo dojeżdżał do znajdującego się na Rynku Domu Prasy (obecnie Urząd Miasta Katowice) ze swoich rodzinnych Żarek w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. W skład podróży do Katowic wchodził autobus PKS i pociąg. Dopiero w latach 70. XX wieku jako pierwszy zamieszkał na osiedlu Paderewskiego. Sam o sobie mówi, że był Robinsonem w swoim jeszcze niedokończonym bloku. Prądu jeszcze nie podłączono, po wodę chodził do pobliskiego domu studenckiego Akademii Muzycznej i tak żył, obserwując postępy rozległej budowy. „Był tylko jeden blok, a wokół wykopy” — wspomina pan Wojciech. „Na przykład te bloki, które od obecnej ulicy Paderewskiego w kierunku ulicy Granicznej, do zabudowań dawnego Pogotowia Ratunkowego, były na etapie fundamentów. Po prostu pejzaż wielkiej budowy! Żałuję, że nie fotografowałem wtedy, bo miałbym w tej chwili historyczne zdjęcia” — dodaje.
Z tego czasu w pamięci utkwiły tataraki i kumkające żaby w małych stawikach. Dzisiaj w miejscu tego sielskiego wodnego krajobrazu znajdują się wiaty śmietnikowe i parking obok Domu Asystenta przy ulicy Paderewskiego 32.
Dziennikarstwu poświęcił całe swoje zawodowe życie — 37 lat. Pracował m.in. w „Panoramie”, śląskim tygodniku społeczno-kulturalnym „Tak i Nie”, kwartalniku literacko-artystycznym „Śląsk” oraz przez 15 lat w „Dzienniku Zachodnim”. „Byłem szefem wydania katowickiego „Dziennika”, a potem dwa lata dogorywałem jako dziennikarz w rozmaitych redakcjach, takich jak „Raport Gospodarka Śląska” i „Ekoprofit” — wymienia.
Obecnie, już jako emerytowany cyklista, odwiedza miejskie wydarzenia i prowadzi swoje rowerowe muzeum. Jego wiedza o rowerach jest imponująca, tak jak i wspomnienia o ich śląskiej historii. „W Katowicach przed wojną było sześć dużych fabryk rowerów. Katowice wtedy rowerami, można powiedzieć, stały. Z kolei przy ulicy Kościuszki 50 była wytwórnia pasów skórzanych i wyrobów ze skóry, a tam produkowano na całą Polskę siodła rowerowe i rowerowe torebki narzędziowe” — podaje. Ten 101 letni marki Ebeco podobno wiele lat temu na śmietniku znalazł jego znajomy, a pan Wojciech go odrestaurował. Jest zatem wielka pasja i miłość do jednośladów, mini muzeum i pozytywny miejski cyklista z Katowic.
Dobra wiadomość jest taka, że zabytkowe eksponaty z M1 Cyklisty — muzeum pojazdów zabytkowych — można podziwiać, jednak najlepiej wcześniej umówić się z panem Wojciechem na zwiedzanie. Oprócz oglądania rowerów warto posłuchać — i to z pierwszej ręki — fascynujących historii z katowickiej przeszłości.





































