Podczas posiedzenia komisji Rady Miasta Katowice jednym z najbardziej emocjonujących tematów były uciążliwości odorowe oraz działania podejmowane przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Przedstawiciele WIOŚ zaprezentowali dane dotyczące skali zgłoszeń od mieszkańców i jednocześnie jasno wskazali na ograniczenia prawne i techniczne, z jakimi mierzy się inspekcja.
Jak wynika z przedstawionych informacji, liczba interwencji zgłaszanych przez mieszkańców jest znaczna. Tylko w lipcu odnotowano około 50 zgłoszeń dotyczących intensywnych zapachów. W innych miesiącach liczba interwencji również była wysoka i sięgała kilkunastu lub kilkudziesięciu przypadków.
Mieszkańcy, składając zawiadomienia, często wskazywali MPGK jako potencjalne źródło smrodu. To właśnie ten zakład najczęściej pojawiał się w treści zgłoszeń kierowanych do inspektoratu.
Interwencja to nie to samo co kontrola
Przedstawiciele WIOŚ podkreślali jednak wyraźnie, że interwencje mieszkańców nie są równoznaczne z kontrolami. Zgłoszenie oznacza sygnał od obywatela, natomiast kontrola interwencyjna to formalne postępowanie prowadzone na podstawie przepisów ustawy o Inspekcji Ochrony Środowiska, z upoważnienia wojewódzkiego inspektora.
W praktyce oznacza to, że nie każde zgłoszenie skutkuje pełną kontrolą zakładu, a liczba kontroli jest znacznie mniejsza niż liczba interwencji.
Brak mierników, brak jednoznacznych dowodów
Kluczowym problemem – wielokrotnie podkreślanym podczas dyskusji – jest fakt, że polskie prawo nie definiuje jednoznacznych norm zapachowych. Inspektorat nie dysponuje więc narzędziami, które pozwalałyby obiektywnie zmierzyć intensywność odoru i bezspornie przypisać go do konkretnego podmiotu.
– Uciążliwości odorowe są zjawiskiem przemijającym i trudnym do uchwycenia. Nie ma dziś miernika ani wskaźnika, który pozwalałby jednoznacznie wskazać źródło zapachu – tłumaczyli przedstawiciele WIOŚ.
Z tego powodu inspekcja może sprawdzać, czy dany zakład działa zgodnie z posiadanymi decyzjami środowiskowymi, ale nie zawsze jest w stanie udowodnić, że to właśnie on odpowiada za odór odczuwany w danym miejscu.
Mandaty zamiast kar systemowych
W przypadku stwierdzenia uciążliwości odorowych poza terenem zakładu WIOŚ może stosować mandaty karne, jednak ich wysokość jest ograniczona przepisami. Jak poinformowano, mandat może wynosić do 500 zł i jest nakładany na konkretną osobę odpowiedzialną, a nie na spółkę jako podmiot.
Na terenie samego zakładu obecność zapachów nie jest natomiast traktowana jako naruszenie – problem pojawia się dopiero wtedy, gdy uciążliwości wykraczają poza jego granice.
Drony? Tak, ale z ograniczonym znaczeniem
W trakcie posiedzenia pojawił się również wątek wykorzystania dronów przez WIOŚ. Inspektorat potwierdził, że dysponuje takimi urządzeniami i mogą one służyć do obserwacji terenu, jednak – przy obecnym stanie prawnym – nie są one narzędziem pozwalającym jednoznacznie rozstrzygać kwestie odorowe.
Bez norm zapachowych i możliwości ich pomiaru nawet nowoczesne technologie nie dają podstaw do jednoznacznych decyzji administracyjnych.
Radni chcą więcej danych
W związku z wątpliwościami radni zapowiedzieli złożenie wniosku o pisemną informację z WIOŚ, obejmującą m.in. liczbę interwencji i kontroli także w gminach sąsiednich. Jak podkreślano, problem odorów nie zna granic administracyjnych, a mieszkańcy Katowic odczuwają zapachy również z terenów położonych poza miastem.
Dyskusja pokazała, że mimo dużej liczby zgłoszeń i zaangażowania służb, walka z uciążliwościami odorowymi nadal pozostaje jednym z najbardziej bezradnych obszarów ochrony środowiska – głównie z powodu luk w przepisach i braku obiektywnych narzędzi pomiarowych.







































