widok na okna w budynku szkoły
foto: Infokatowice.pl
Reklama

KATOWICE: Wiadomo, że szkoła nie tylko uczy, ale i wychowuje. To właśnie tej wychowawczej funkcji szkoły przyglądali się radni miejscy podczas ostatniego posiedzenia Komisji Edukacji, analizując system oceniania zachowania w katowickich szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Punktem wyjścia do rozmowy na ten temat stało się wystąpienie członków Młodzieżowej Rady Miasta, którzy analizowali zawartość szkolnych statutów.

W polskiej szkole temat oceniania zachowania powraca praktycznie przy okazji każdej zapowiedzi reformy systemu oświaty. Kwestia ta wybrzmiała też w ostatnim czasie za sprawą postulatów MEN, by w planowanych nowelizacjach prawa oświatowego uszczegółowić zasady oceniania zachowania w szkole. W obecnym układzie szkoły posiadają w tym aspekcie szeroką autonomią, co nierzadko – jak wskazywali członkowie MRM – prowadzi do przyjmowania rozwiązań nieintuicyjnych i potencjalnie niesprawiedliwych.

Drobiazgową analizę przedstawiciele młodzieży przeprowadzili pod kierunkiem Magdaleny Wieczorek, Przewodniczącej Komisji Edukacji, oraz Wojciecha Ćwikowskiego ze stowarzyszenia abPrincipio. Z pytaniem o szczegółowe wyniki analizy statutów 81 katowickich szkół publicznych zwracamy się właśnie do pomysłodawców projektu.
Punktoza, czyli wychowanie w Excelu

O tym, jaką ocenę zachowania na koniec roku otrzyma uczeń, w większości sytuacji w katowickich szkołach decyduje tzw. system punktowy. W takim ujęciu uczniowie rozpoczynają semestr z pewną pulą punktów, a następnie uzyskują punkty dodatnie i ujemne. I tak przykładowo wulgarne odniesienie się do kolegi z ławki skutkować może utratą konkretnej liczby punktów, podczas gdy wsparcie kolegi w nauce prowadzi do przyznania punktów dodatnich. Ostatecznie punkty dodatnie i ujemne są ze sobą sumowe, a ustalony wynik przekłada się na ocenę zachowania. System wygląda przejrzyście, ale w praktyce rodzi wiele paradoksów.

System punktowy w założeniu ma niwelować subiektywizm w ocenie zachowania – komentuje Magdalena Wieczorek, współautorka analizy – W rzeczywistości jednak w wielu statutach stworzyliśmy mechanizm, w którym wychowanie zastąpiono księgowością: uzyskanie pozytywnej oceny zachowania nie wynika tu z ogólnie właściwego postępowania, a prostej kalkulacji. Statuty wypełniają się w tym systemie ogromnymi tabelami z listami dziesiątek nagradzanych i karanych postaw.

Jak wskazują autorzy analizy, taki model prowadzi do licznych paradoksów. Trudno przede wszystkim o przyznanie poszczególnym zachowaniom odpowiednich wag. W jednej z badanych szkół przebywanie w szatni w czasie przerwy karane jest utratą 10 punktów – podobnie jak prześladowanie i znęcanie się nad innymi. W tej samej placówce natomiast kradzież „kosztuje” aż 50 punktów ujemnych. W innej szkole samowolne oddalenie się od grupy równa się utracie 50 punktów, ale stosowanie przemocy to tylko 30 punktów na minusie.

Problemem jest jednak nie tylko sama liczba kryteriów i ich nieintuicyjna „wycena”, ale też brak uwzględnienia w niektórych statutach pewnych zachowań, którym dziś warto się przyglądać w sposób szczególny. Mowa tu między innymi o całym szeregu negatywnych zjawisk w przestrzeni internetowej, zwłaszcza hejcie, czy też szerszej wszystkich naruszeń związanych z nienawiścią. Wydaje się, że część statutów pozostaje nieczuła na tego rodzaju problemy – mówi nam Wojciech Ćwikowski.

System punktowy potencjalnie prowadzi nie tylko do tego rodzaju dysproporcji, ale i nierzadko ma charakter wyjątkowo negatywny, uniemożliwiając zdobywanie punktów dodatnich bez realizacji wielu dodatkowych aktywności.

– Jako nauczycielka i wychowawczyni uważam, że na wysoką ocenę zachowania zasługuje uczeń, który nie sprawia problemów wychowawczych, jest kulturalny, przygotowany i pomocny, a w drugim człowieku widzi człowieka. Trudno znaleźć mi uzasadnienie dla statutowych zapisów, które dla uzyskania punktów dodatnich wymagają od uczniów udziału w konkursach, wysokiej średniej (to ocenianie przedmiotowe, a nie ocenianie zachowania!) czy pełnej frekwencji. Oczywiście nie ma zgody na nieusprawiedliwione nieobecności, ale nieobecność spowodowana chorobą czy wizytą u lekarza nie oznacza, że uczeń zachowuje się niewłaściwie! – tłumaczy Magdalena Wieczorek.

Przyglądając się analizie nietrudno zauważyć też, że system punktowy prowadzi do sytuacji, w których negatywne zachowania można łatwo zrównoważyć dzięki chociażby przyniesieniu do szkoły makulatury, za co często otrzymuje się dodatkowe punkty. W ten sposób uczniowie mogą potencjalnie zrekompensować swoje negatywne zachowania (np. przemocowe) kilkoma kilogramami starych gazet.

Statuty nie zawsze pod rękę z prawem

System punktowy, zdaniem autorów analizy, cierpi więc na liczne problemy. Jak wskazują jednak nasi rozmówcy, jeszcze bardziej newralgiczną kwestią są potencjalne niezgodności zapisów statutowych z aktami wyższego rzędu.

Istotnym problemem pozostaje kwestia oceniania wyglądu. Prawo oświatowe – w obecnym kształcie – upoważnia szkołę do regulowania zasad „ubioru” (np. wymóg stroju galowego, zakaz noszenia ubrań z obraźliwymi treściami), nie daje jednak mandatu do ingerowania w „wygląd” ucznia.

Szkoły wciąż próbują regulować kwestie takie jak kolor włosów, makijaż i kolczyki, co nawet w wypowiedziach Rzecznika Praw Obywatelskich identyfikowane było jako naruszenie prawa młodych do ich własnej ekspresji, zwłaszcza gdy pozostawało to bez związku z bezpieczeństwem– wyjaśnia Ćwikowski – Co więcej, w niektórych statutach nadal funkcjonują zapisy archaiczne i dyskryminujące, szczególnie w kontekście kobiet. Jeden ze statutów wskazywał nawet konieczność noszenia przez uczennice konkretnie spódnicy jako obowiązkowego elementu stroju galowego. „Nie” dla spodni to już chyba przesada.

Istotnym problemem, który zidentyfikowano w analizie, jest też fasadowość udziału społeczności szkolnej w procesie oceniania. Zgodnie z przepisami ocena zachowania powinna być ustalana przez wychowawcę po zasięgnięciu opinii innych nauczycieli, uczniów oraz samego ocenianego. W zautomatyzowanych systemach punktowych wymóg ten staje się fikcją.

Skoro o ocenie decyduje matematyczny wynik wyliczony na podstawie tabeli, opinia klasy czy samoocena ucznia tracą moc sprawczą, stając się w praktyce często jedynie dekoracyjnym elementem procedury – dodaje Ćwikowski.

Dialog i dobre praktyki

Jak wskazano już podczas posiedzenia Komisji Edukacji, bezpośrednie ingerowanie w statuty szkolne nie leży jednak w zakresie formalnego zainteresowania Rady Miasta Katowice. Odpowiadają za to kuratoria.

Nie posiadamy kompetencji władczych i nie jest naszym celem narzucanie rozwiązań. Kształt statutu leży w gestii społeczności szkolnych – podkreśla Magdalena Wieczorek. – Zależy nam jednak na upowszechnianiu dobrych praktyk i uświadomieniu szkołom, że niektóre utrwalone przez lata zapisy są szkodliwe wychowawczo lub wadliwe prawnie. Cieszy mnie, że do części szkół nasze spostrzeżenia już dotarły i spotkały się z pozytywnym odbiorem. Nie chodzi nam przecież o to, by rezygnować z oceny, powinniśmy jednak skoncentrować się na weryfikacji kompetencji społecznych: szacunku do drugiego człowieka, umiejętności współpracy i radzenia sobie z emocjami.

1 Komentarz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.