Szkolna tablica, szkoła
foto: infokatowice.pl
Reklama

Po tym, jak napisaliśmy o „cichym odsiewie” przed maturą, a potem sprawdziliśmy dane w katowickich szkołach, do redakcji zgłosiły się dwie osoby. Ich relacje – niezależne od siebie – układają się w niepokojący obraz presji: rezygnacja z matury ma być „bezpieczniejsza” niż ryzyko słabszego wyniku szkoły. I choć to tylko dwie historie, pokazują mechanizm, o którym trudno dyskutować wyłącznie w procentach.

Niedawno na łamach Infokatowice.pl opisaliśmy zjawisko „cichego odsiewu” przed maturą – moment, w którym część uczniów znika ze statystyk egzaminu dojrzałości jeszcze zanim usiądzie do arkuszy. W kolejnym tekście – po pytaniach wysłanych do szkół – pokazaliśmy liczby. Wczęści placówek różnice między liczbą absolwentów a liczbą osób przystępujących do matury są niewielkie, ale w innych bywają wyraźne i powtarzalne.

Te dane same w sobie nie rozstrzygają przyczyn. Ubytek może wynikać z losowych decyzji, sytuacji zdrowotnych, zmian planów, nieukończenia szkoły w terminie czy przesunięć organizacyjnych. Ale kiedy w tle pojawia się presja, a „dobrowolna” rezygnacja ma smak ultimatum – statystyka przestaje być neutralna. Właśnie wtedy „wysoka zdawalność” zaczyna wyglądać jak wynik selekcji, a nie wyłącznie jakości nauczania.

Po publikacjach zgłosiły się do nas dwie osoby z Katowic, które – jak mówią – doświadczyły tego mechanizmu na własnej skórze.

Ultimatum z angielskiego: „Wypisz się albo dostaniesz jedynkę”

Pierwsza relacja pochodzi od młodej kobiety, absolwentki katowickiego technikum. Sama przyznaje, że angielski był jej słabszą stroną – oceny wahały się między dwójką a trójką, ale, jak podkreśla, próbowała nadrobić braki. Opowiada, że w czwartej klasie nauczycielka języka angielskiego miała przekazać jej i jeszcze dwóm osobom z klasy, że powinny wypisać się z matury, bo „nie zdadzą”.

Na początku – jak mówi – sądziła, że decyzja należy do niej. Następnego dnia sytuacja miała jednak przybrać formę nacisku: nauczycielka miała poinformować uczniów, że jeśli do określonego terminu nie zrezygnują z matury, dostaną na koniec roku ocenę niedostateczną, co miałoby skutkować nieukończeniem roku szkolnego i w praktyce zablokowaniem zakończenia szkoły.

Dziewczyna twierdzi, że w efekcie ona i część uczniów z klas równoległych zrezygnowali z matury w sekretariacie. W jej ocenie presja była „duża”, a kontrola ze strony nauczycielki – stała. Pada też mocne zdanie o motywacji: w przekonaniu rozmówczyni liczyła się przede wszystkim wysoka zdawalność i „oczyszczenie” rocznika z osób, które mogłyby ją obniżyć.

To ważny szczegół: nawet jeśli uczeń ma braki, szkoła jest miejscem, w którym powinien dostać wsparcie i szansę zmierzenia się z egzaminem. Tymczasem w tej relacji matura nie jest celem edukacji, tylko ryzykiem do usunięcia z tabeli.

„Dwójka za spokój” – rozmowa z dyrekcją i rezygnacja, która zamknęła drzwi

Druga historia należy do chłopaka, który chodził do jednego z katowickich liceów. Opowiada, że był słaby z matematyki. Zamiast dodatkowego wsparcia, miał zostać zaproszony na rozmowę z dyrektorką. Ta – według jego relacji – miała mu zasugerować, że powinien „dobrze się zastanowić”, czy chce podchodzić do matury, bo jest w tym przedmiocie za słaby.

Następnie – jak mówi – usłyszał propozycję w formie wyboru bez realnego wyboru: jeśli wycofa deklarację maturalną, dostanie ocenę dopuszczającą i przejdzie dalej; jeśli nie zrezygnuje, ma dostać jedynkę i nie zdać do następnej klasy. Zdecydował się na wariant „dwójka i rezygnacja”. Dziś żałuje.

Najbardziej przejmujący w tej opowieści nie jest sam moment presji, ale jego konsekwencje. Rozmówca mówi, że rok „bez matury” i bez jasnego planu odebrał mu motywację. W kolejnych latach już do egzaminu nie wrócił – a brak matury, jak podkreśla, zamknął mu drogę do studiów i lepszej pracy.

Statystyka to nie wszystko. Kluczowe pytanie brzmi: kto w ogóle dochodzi do matury

W naszych wcześniejszych tekstach zwracaliśmy uwagę na zasadniczą różnicę: szkoły i rankingi bardzo chętnie komunikują „100% zdawalności”, ale ten procent dotyczy wyłącznie tych, którzy do matury przystąpili. Jeśli wcześniej część osób z rocznika „znika” – dobrowolnie, organizacyjnie lub pod presją – wynik końcowy przestaje opowiadać pełną historię.

Dlatego weryfikacja „drogi do matury” powinna być tak samo oczywista jak publikowanie wyników. Rodzice i uczniowie mają prawo wiedzieć nie tylko, jak szkoła wypada w maju, ale też ilu uczniów doprowadza do tego momentu w komplecie i bez selekcji na finiszu.

Co dalej: potrzebna jawność i reakcja instytucji

Nie rozstrzygniemy w jednej publikacji, ile w „cichym odsiewie” jest indywidualnych decyzji uczniów, a ile szkolnych praktyk. Ale dwie relacje, które trafiły do redakcji, pokazują scenariusz wymagający poważnego potraktowania: presja oparta o ocenę z przedmiotu jako narzędzie wymuszenia rezygnacji z matury.

Jeśli podobne sytuacje się powtarzają, to nie jest „wewnętrzna sprawa szkoły”, tylko temat dla instytucji nadzoru oświatowego oraz dla dyskusji w samorządzie. Bo matura – niezależnie od tego, jak trudna – nie powinna być przywilejem dla „rokujących”, tylko finałem edukacji, do którego szkoła ma obowiązek ucznia przygotować i dopuścić, a nie selekcjonować go w ostatniej chwili.

Jeśli jesteś uczniem lub rodzicem i masz doświadczenia związane z presją rezygnacji z matury – napisz do redakcji. Jeśli jesteś przedstawicielem szkoły i chcesz odnieść się do problemu oraz pokazać, jak u Was wygląda ścieżka od pierwszej klasy do egzaminu dojrzałości – jesteśmy otwarci na publikację stanowiska.

Reklama

1 Komentarz

  1. To, co pisze autor artykułu jest nielogiczne. Uczeń miał wycofać deklarację maturalną, inaczej nie zda do kolejnej klasy. Deklaracje przystąpienia do matury uczeń składa w najwyższej klasie. A do jakiej kolejnej klasy on ma zdać, skoro jest w najwyższej klasie? Wszystkie dane dotyczące pracy szkoły wpisywane są do SIO (System Informacji Oświatowej) i przekazywane są do kuratoriów i wydziałów edukacji stosownego organu prowadzącego (miasta, gminy, powiatu). Nie ma tu żadnej wiedzy tajemnej. Jeśli wpłynie skarga do Miasta lub kuratorium, pojawia się kontrola i wykazuje nieprawidłowości lub ich brak. Wierzcie mi Państwo, żadna szkoła nie chce takiej kontroli, bo i bez tego ma dość roboty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.