Krytyczna awaria systemu SWD PRM sparaliżowała działanie państwowego ratownictwa medycznego. Karetki nie były widoczne na mapach, dyspozytorzy musieli obsługiwać zgłoszenia ręcznie. Utrudniło to znacznie niesienie pomocy potrzebującym.
W środę, 27 sierpnia 2025 roku, doszło do poważnej awarii Systemu Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego (SWD PRM). System, który odpowiada za przyjmowanie zgłoszeń i koordynację działań zespołów ratowniczych, przestał działać w całym kraju tuż przed godziną 10:00. Przez ponad dwie godziny dyspozytorzy byli zmuszeni obsługiwać zgłoszenia telefonicznie, bez dostępu do lokalizacji karetek, map i elektronicznych kart wyjazdowych.
Co dokładnie się wydarzyło?
Według oficjalnych komunikatów Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego (KCMRM), przyczyną awarii była usterka techniczna serwera bazy danych. Incydent nie był efektem ataku hakerskiego, co potwierdzono po wstępnej analizie.
W czasie trwania awarii:
-
Numery alarmowe 999 i częściowo 112 działały, ale zgłoszenia trafiały do dyspozytorów z dużym opóźnieniem.
-
Brak było dostępu do systemu lokalizacji pojazdów ratunkowych (AVL) oraz do informacji o ich dostępności.
-
Komunikacja wewnętrzna między dyspozytorniami i zespołami ratowniczymi odbywała się awaryjnie — przez telefony, SMS-y, a w niektórych przypadkach również przez komunikatory internetowe, takie jak WhatsApp czy Discord, co budzi poważne wątpliwości w kontekście ochrony danych pacjentów.
Reakcja służb i czas przywrócenia systemu
System został przywrócony do pełnej funkcjonalności o godzinie 12:52, po przełączeniu na zapasowy ośrodek. Ministerstwo Zdrowia zapewniło, że żadne zgłoszenie nie zostało pominięte, a działania zespołów ratowniczych były kontynuowane bez przerwy.
Nie zmienia to jednak faktu, że w wielu miejscach w Polsce czas reakcji na zgłoszenia uległ wydłużeniu. Wg relacji ratowników, w niektórych przypadkach nawet poważne zgłoszenia, takie jak zatrzymania krążenia, oczekiwały kilkanaście minut na obsługę.
Głos środowiska medycznego
Ratownicy medyczni i dyspozytorzy alarmowi podkreślają, że sytuacja była skrajnie stresująca i wymagała improwizacji. Jak komentują przedstawiciele środowiska:
„To pokazuje, jak bardzo jesteśmy zależni od infrastruktury cyfrowej. Każda minuta opóźnienia może kosztować życie.”
W wielu dyspozytorniach wprowadzono awaryjne procedury pracy, często improwizowane, oparte na wcześniejszych doświadczeniach i dobrej woli personelu.
Co dalej?
Ministerstwo Zdrowia oraz KCMRM zapowiedziały szczegółową analizę przyczyn awarii oraz podjęcie działań prewencyjnych. Eksperci wskazują, że potrzebna jest rozbudowa infrastruktury zapasowej oraz opracowanie jasnych procedur awaryjnych, które umożliwią bezpieczną i skuteczną pracę służb nawet w przypadku utraty systemów informatycznych.
Czy taka sytuacja może się powtórzyć?
Choć systemy informatyczne są niezbędne w dzisiejszym ratownictwie medycznym, wydarzenia z 27 sierpnia pokazały, jak kruche mogą być w obliczu awarii. To poważne ostrzeżenie dla całego systemu ochrony zdrowia – zarówno w Polsce, jak i za granicą.



































