Uśmiechnięta pani Małgosia przy maszynie do szycia
foto: Grażyna Prycza-Kupny
Reklama

Dzisiaj wybrałam się do pracowni krawieckiej na ulicy Chromika, do której skierowała mnie bohaterka poprzedniego artykułu. Z panią Małgosią umówiłam się, że mogę przyjść kiedy będę miała chwilkę, a ona zawsze chętnie ze mną porozmawia. Wie już o cyklu materiałów i widziała ten z panią Danusią z pasmanterii na Bohaterów Monte Cassino 3, także bez oporów zgadza się na rozmowę.

Zakład krawiecki znajduje się w wyjątkowym miejscu, starej śląskiej kamienicy z różanym ogródkiem i bardzo charakterystycznymi czerwonymi drzwiami. Do budynku prowadzi boczna, lekko zarośnięta łąką droga, która niegdyś była nasypem kolejowym. W tym miejscu pracownia działa już osiemnaście lat, a sama właścicielka niedługo będzie obchodzić szczególny jubileusz – czterdziestolecie od ukończenia szkoły włókienniczej w specjalności technik odzieżowy krawiectwo lekkie.

Reklama
drzwi wejściowe do zakładu krawieckiego
foto: Grażyna Prycza-Kupny

Historia wyjątkowej ekspozycji na regale

Zakład jest otwarty, a jego właścicielka poznaje mnie po głosie. Chwilę rozmawiamy o wystroju wnętrza, ponieważ prócz stricte krawieckich przyborów zauważam wyeksponowane na regale historyczne przedmioty. Rzuca mi się w oczy ubrana w suknię porcelanowa lalka, mini maszyna do szycia na korbkę i zestaw porcelanowych naparstków. Lalka to prezent przekazany przez córkę pani Małgosi, który dostała na zakończenie stażu w szkole. Właścicielka prosi by nie mówić jakiej, ponieważ córka mogła by mieć jej to za złe. Nie dopytuję zatem o szkołę, za to dowiaduję się pewnych kobiecych tajemnic związanych z noszeniem sukni balowych i ślubnych, ponieważ lalka jest lekko pęknięta i stoi na doniczce. Psyt… wiecie co to krynolina? Malutka maszyna do szycia, to prezent od klientki. Nadal jest sprawna i można na niej szyć, jednak po wyjęciu igły stała się wyjątkową zabawką dla wnuka właścicielki. Zestaw naparstków z kolei przyniósł klient z kamienicy przy ulicy 1 Maja obok piekarni i pochodzą od pewnego niemieckiego krawca.

Od komunii, po wesele – kreacje na każdą okazję

Chcę zadać kilka pytań o klientów, jednak orientuję się, że nie możemy dłużej rozmawiać. Do zakładu przychodzą pierwsze panie – matka z córką i materiałem zakupionym na suknię ślubną. Pani Małgosia mierzy przyszłą pannę młodą, rozmawia o francuskich cięciach, obijaniu guzików, perełkach, trenach i podszewkach. – Treny są fajne do zdjęć, a tak to za raz ktoś może je przydeptać bo przyszyte są tylko nitką. Zrobię Ci podszewkę pod suknię z wiskozy, ona trochę się gniecie, ale się w niej nie spocisz – doradza.

Trwają konsultacje wzorów sukni, wymiana zdjęć przez Whatsappa, a ja pytam pani Anny i jej córki Julii – jak tu trafiły. Okazuje się, że ta znajomość trwa już dwadzieścia lat i rozpoczęła się od polecenia koleżanki ze studiów. Potem była kreacja na komunię świętą, fraczek na zawody jeździeckie, suknie: studniówkową, dyplom na wydziale wokalnym szkoły muzycznej, a teraz ślub. Rozmowa przeradza się na chwilę w wspólne oglądanie własnych kreacji, ja pokazuję sesję nad jeziorem w pożyczonej od znajomej różowej sukni balowej, a Julia jak czarna suknia z dyplomu została ponownie założona w mediolańskiej operze. Co za historia! Julia dodaje, że tę ze ślubu też przerobi i założy z innej okazji.

W czasie rozmowy do zakładu wchodzi lekko zabiegana pani Beata i mierzy przerobiony bezowy kombinezon. Wszystkie z ciekawością oglądamy efekty prac pani Małgosi. Wygląda bardzo dobrze, a okazuje się że zakup to przez „czysty przypadek” podczas wyjazdu do Wadowic. Panie robią sobie na szybko zdjęcia metki producenta, a ja jeszcze słyszę kilka miłych słów o krawcowej.

Gdy tak rozmawiamy, do zakładu wchodzi po odbiór przerobionej rzeczy pani Krystyna, która nie omieszka wspomnieć że usługi są tutaj niedrogie, można szybko coś skrócić, przerobić, a to wszystko niedaleko. Przyszła z jakąś przeróbką dawno temu i tak już zostało. Ja mogę tylko potwierdzić, ponieważ sama jestem właścicielką dwóch uratowanych przez panią Małgosię sukienek.

Czar wspomnień z dzieciństwa i skarby z szufladek maszyny do szycia

Klientki wychodzą, a ja zdaję siebie sprawy jak szybko minął mi tutaj czas. Opowiadam pani Małgosi o starej maszynie do szycia mojej babci i szufladkach ze skarbami (guziczkami, szmatkami, koralikami) i okazuje się że mamy podobne wspomnienia. Na zakończenie jeszcze pokazuje mi swój skarb z kości słoniowej odziedziczony po babci – jest to przyrząd do haftu angielskiego, który według opowieści pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Pani Małgosia demonstruje jak z niego korzystać na kawałku materiału.

Przyszłam tylko porozmawiać o zakładzie krawieckim, wyszłam zaczarowana wyjątkową atmosferą tego miejsca – kobiecych tajemnic, opowieści i historii przedmiotów krawieckich. Dziękuję pani Małgosiu.

Jeśli potrzebujecie uratować suwak w sukience, zwierzyć lub poszerzyć ubranie lub chcecie aby pani Małgosia uszyła Wam bajkową kreację, w której do tego się nie spocicie koniecznie zajrzyjcie do zakładu krawieckiego na ulicy Chromika 9 w Katowicach-Zawodziu.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
17 − 8 =


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.