Zasypywanie wąwozu

Firma, która nielegalnie zasypuje wąwóz odpadami poskarżyła się policji na mieszkańców Katowic. Wobec firmy toczy się postępowanie prokuratorskie, swoje działania podjął też Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska. Ta natomiast złożyła doniesienie na policję na mieszkańców, którzy zakłócają jej spokój.

Nie dalej jak wczoraj informowaliśmy o śledztwie prokuratury wobec m.in. firmy Eminent. Chodzi o nielegalne zasypywanie odpadami wąwozu po dawnej kolei piaskowej w Katowicach. Zasypywanie trwa od wielu miesięcy – ciągnie się od ulicy Hallera aż do teraz ulicy Mroźnej. Powoli odpady zbliżają się do osiedla Andersa. Mieszkańcy robią zdjęcia procederu, dzwonią na policję, ślą pisma do Urzędu Miasta Katowice i innych instytucji.

To właśnie mieszkańcy nagrali w październiku policyjną eskortę trzech ciężarówek z odpadami na parking przy al. Roździeńskiego. Pojazdy zostały zatrzymane na polecenie Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Katowicach – zawartość ciężarówek jest obecnie badana, wyniki mają pojawić się w połowie listopada.

Mieszkańcy również udowodnili, że na terenie wąwozu umieszczane były odpady z miejskich inwestycji – jak zapewnia magistrat, te zostały już usunięte.

Naruszyli „mir domowy”

Firma Eminent zgłosiła zawiadomienie na policję.  – Zawiadomienie złożono w sprawie naruszenia miru domowego oraz utrudniania prac – mówi komisarz Marcin Budzich z katowickiej policji. – Skierowaliśmy do prokuratury wniosek o odmowę wszczęcia postępowania – dodaje. Teraz decyzja jest w rękach prokuratorów.

To właśnie w tej sprawie policja wezwała do siebie mieszkankę osiedla Andersa. Pani Joanna (nazwisko do wiadomości redakcji) wraz z dwiema sąsiadkami kilka tygodni wcześniej wezwała policję na firmę, która zasypywała odpady. Robiła też zdjęcia m.in. operatorowi koparki.

– Zaczął po mnie wtedy wrzeszczeć, krzyczeć, że mam wypierdalać, że mam oddać telefon – mówi nam Joanna.

W stronę mieszkanki posypały się też wyzwiska. Kobieta ostatecznie wezwała policję, ale nie było wolnych patroli, więc przestraszona udała się do domu. Kilka godzin później otrzymała wezwanie od policji, że są na miejscu i czy mogłaby podejść. Tam m.in. spisano jej dane. To właśnie po tym zdarzeniu wezwano katowiczankę na komendę.

– Nikt tam nic nie blokował, nikt się do gruzu nie przypiął, pod koparkę nie podłożył. Prace cały czas trwały i wtedy kiedy on na mnie wrzeszczał, i wtedy kiedy mnie tam nie było. Nawet gdy przyjechała policja. Nikt nic nie blokował – mówi nam mieszkanka. – Ja na teren prac nie wchodziłam, dopiero wtedy kiedy przyjechała policja – dodaje.

Reklama

3 KOMENTARZE

  1. Kochana Pani . Wynika z tego morał taki , że każdy kij końca ma dwa a ręka rękę myje. Kasa w końcu nie śmierdzi a pomysł jest i manna z nieba leci. Jak mawiają……gdzieś tu ukryte jest głębsze dno….pozdrawiam i życzę powodzenia w walce z „wiatrakami”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
7 + 15 =


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.