Dakar / fot. Kinga Majchrowska

Ktoś zafundował Dakarowi z Katowic śmierć w męczarniach. – Ten pies był niepowtarzalny – tak o swoim 8-letnim labradorze mówi Kinga Majchrowska z Katowic. Możliwe, że spotkaliście go na Koszutce, często chodził ze smyczą w pysku i pewnie na wasz widok też merdał ogonem. – Wszyscy go znali – podkreśla właścicielka, wchodził do osiedlowych sklepów jak do siebie i zawsze był witany uśmiechem. Kilka dni temu Dakar się rozchorował i ostatecznie umarł w męczarniach – został otruty. Jak się później okazało, podczas spaceru zjadł makrelę wypełnioną trucizną. Ktoś celowo zostawił rybę na trawniku.

11 grudnia Drakar tak jak codziennie wyszedł na spacer w okolice ulicy Okrzei w Katowicach. – To była sekunda, nawet nie wiemy dokładnie gdzie zjadł rybę, a raczej połknął – mówi Kinga Majchrowska. To zresztą niebyło nadzwyczajne zachowanie labradora, które mają w zwyczaju pochłanianie wszystkiego co popadnie. Przez 8 lat co najwyżej psiak zwymiotował to co zjadł lub dostał biegunki. Tym razem niestety skończyło się tragicznie.

Po 2 godzinach od spaceru stan psa był tragiczny, został zabrany do weterynarza, dostał kroplówkę i zwymiotował całą makrelę. Weterynarka myślała, że to właśnie makrela spowodowała zatrucie. Następnie kilka wizyt między 11-12 grudnia u weterynarza, które nic nie dały. Właścicielka postanowiła zmienić weterynarza i udała się do kliniki na Brynowie, gdzie określono stan psa jako krytyczny. Tam zrobiono mu dokładne USG. – Okazało się, że Dakar miał pełno jakiegoś płynu w brzuchu – mówi właścicielka.

Potrzebna była operacja, która wykazała, że pies ma ostre zapalenie wątroby i trzustki. Drakar wcześniej  nie był chory.

– Weterynarz wyjaśnił, że to albo długotrwała choroba wywołała taki stan albo trucizna – mówi Kinga Majchrowska. Kilka godzin po operacji pies zmarł – był wtedy 13 grudnia.

Drakar / fot. Kinga Majchrowska

Uważajcie na swoje czworonogi apeluje właścicielka, bo zatrucie Dakara wcale nie musi być jednorazową sprawą. Sama na własną rękę szuka osoby, która mogła zostawić zatrutą makrelę, a podczas spacerów rozgląda się za kolejnymi. W 2016 roku informowaliśmy o tym, że na osiedlu Tysiąclecia ktoś rzucał psom kiełbasę nafaszerowaną gwoździami.

W sprawie Dakara będzie interwencja ze strony Rady Jednostki Pomocniczej, która chce rozmawiać z policją i Strażą Miejską na ten temat.

– Po zdarzeniu na Koszutce zgłosili się do mnie mieszkańcy z pomysłem druku plakatów ostrzegających właścicieli czworonogów o zagrożeniu – mówi Adrian Szymura z Rady Jednostki Pomocniczej nr 12 Koszutka. – To jednak nie rozwiązuje problemu, liczę, że Policja oraz Straż Miejska podejdą do sprawy z należytą powagą i szybko ukarzą osoby które stwarzają zagrożenie dla naszych zwierząt. Na chwilę obecną apeluję do mieszkańców o trzymanie swoich czworonożnych pupili na smyczy, lub ich baczne obserwowanie – dodaje.

Niestety w rejonie, w którym spacerował Drakar nie ma kamer monitoringu.

Reklama

1 Komentarz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
28 + 27 =


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.