Grzegorz Chudy w swojej pracowni/ fot. Ewa Waszut

Grzegorz Chudy – malarz, katowiczanin i miłośnik Ślaska, młody człowiek obdarzony wieloma talentami, wybrał malarstwo akwarelami jako główny i najważniejszy pomysł na zawodowe życie. Nie oznacza to jednak, że nie wraca w swych działaniach do innych pasji: edukowania, muzykowania czy konferansjerki.

Na rozmowę z Grzegorzem, niezwykle utalentowanym akwarelistą, umówiliśmy się w jego pracowni usytuowanej w samym sercu zabytkowego centrum Nikiszowca.

Reklama

Krystyna Ponińska: To nie przypadek, że twoja pracowania mieści się w tym urokliwym miejscu, silnie związanym z historią losów Śląska i Ślązaków… Czy tu są twoje rodzinne korzenie i jaki ma to wpływ na to kim jesteś? Zapewne ma to też wpływ na twoją sztukę?

Grzegorz Chudy: Moje rodzinne korzenie to też Katowice, ale nie Nikiszowiec tylko Kostuchna. I nie ukrywam – wychowanie w śląskiej rodzinie, a zwłaszcza „godka”, której nauczyłem się od swojej prababci miała gigantyczny wpływ na to, kim teraz jestem. A Nikiszowiec to miejsce na życie wybrane przeze mnie i moją żonę – i oczywiście ma ogromny wpływ – wystarczy spojrzeć ile akwarel to prace nikiszowieckie.

Krystyna Ponińska: Mówiłeś, że najbliższa ci jest „Mała Ojczyzna”, czyli Śląsk. Czy dlatego, chociaż skończyłeś filologię polską i byłeś nauczycielem z powołania, nie z przymusu, uważasz, że trzeba nie tylko dobrze posługiwać się polszczyzną, ale należy znać śląską mowę? Dlatego realizujesz projekt ”Bajtle godajom”? Dlaczego twoim zdaniem jest to ważne?

Grzegorz Chudy: Mówienie i godanie nie stoją ze sobą w żadnej sprzeczności. Studia filologiczne pozwoliły na poznanie wielu mechanizmów związanych ze śląskim, a zwłaszcza tego jak wiele ma wspólnego ze staropolszczyzną oraz wpływami czeskimi. W naszej godce zapisana jest nasza tradycja, historia… ośmielę się nawet stwierdzić, że w pewnym sensie swoisty kod genetyczny. Świadomość wartości tego skąd się jest niezwykle cenna, stąd pomysł na projekt. Inna sprawa, że dzieciaki kapitalnie się przy tym bawią. A to, co dla nich jest powodem do radości i zabawy, dobrze im się kojarzy i budzi w nich poczucie wartości ze swojej śląskości, co mam nadzieję, będzie w przyszłości procentowało.

Krystyna Ponińska: Powiedz jak to się stało, ze po latach doświadczeń nauczycielskich czy występów w zespole muzyki celtyckiej „Beltaine”, malarstwo stało się najbliższe twemu sercu? Dzisiaj jesteś malarzem, malarzem akwarelistą, niezwykle trudnej techniki twórczej. Podobno o wyborze akwareli trochę zadecydowało przed laty pewne spotkanie ze znanym artystą malarzem Jerzym Dudą – Graczem?

Grzegorz Chudy: Wydaje mi się, że w pewnym momencie z malowania zacząłem czerpać najwięcej satysfakcji i to ono pozwoliło mi najpełniej wyrazić siebie. Ono też najlepiej koresponduje z innymi ludźmi. Koncert to raptem chwila. Namalowany obraz trwa cały czas.
Spotkanie z Dudą-Graczem raczej umocniło mnie w wyborze. Kiedy na własne oczy zobaczyłem jak Mistrz w kilka chwil stworzył kompletne dzieło za pomocą trzech kolorów i kilku pociągnięć pędzlem totalnie uległem potencjałowi ukrytemu w tej technice.

Wnętrze pracowni Grzegorza Chudego/ fot. Ewa Waszut

Krystyna Ponińska: W Twoich obrazach często inspiracją są śląskie pejzaże, nierzadko widoki miejsc związanych z przeszłością… Pokazujesz świat pełen magii, gdzie nawet obiekty poprzemysłowe dostają nowe, ładniejsze życie. To ciekawa forma promocji Katowic i Śląska. Czy malując myślisz o atrakcyjności twojego malarstwa dla młodego pokolenia odbiorców sztuki? Wydaje mi się, że świetnym tego przykładem jest cykl „Randki z popkulturą”. Ogromne zainteresowanie i zachwyt wzbudziły obrazy wykorzystujące motywy z „Gwiezdnych Wojen”.

Grzegorz Chudy: Przede wszystkim sam chcę być zadowolony z końcowego efektu i każdy obraz namalować najlepiej jak potrafię. To naprawdę wspaniałe, kiedy te obrazki zostają przez ludzi docenione. I absolutnie nie myślę o młodym pokoleniu. Myślę o każdym – okazuje się, że pozytywne reakcje na „randki z popkulturą” nie mają absolutnie niczego wspólnego z wiekiem.

Krystyna Ponińska: Twoje obrazy budzą pozytywne emocje, jest w nich sporo magii i zachwytu nad zwykłymi rzeczami i sytuacjami, co czyni je wyjątkowymi. Ale często wyczuwa się dystans wobec kreowanej rzeczywistości, takie przymrużenie oka, żart, który bawi zarówno twórcę i odbiorcę… Choćby ten mały czerwony balonik, który można odnaleźć na każdym obrazie. Czy zgadzasz się z tym?

Grzegorz Chudy: No pewnie. Nie ma gorszej rzeczy niż brak poczucia humoru – uważam, że to on stoi nad wieloma nieszczęściami tego świata. Wydaje mi się, że codzienność, zwłaszcza ta medialna, dostarcza ludziom wystarczającej ilości powodów do zmartwień – warto zrównoważyć to lekkim, artystycznym żartem.

Krystyna Ponińska: Wielu odbiorców sztuki interesuje sam proces tworzenia, powstawania obrazu. Czym jest dla ciebie malowanie i gdzie powstają twe dzieła? Czy malujesz w plenerze czy raczej w pracowni?

Wnętrze pracowni Grzegorza Chudego/ fot. Ewa Waszut

Grzegorz Chudy: Tylko i wyłącznie pracownia. Poza nią moim narzędziem pracy staje się aparat. Nie lubię pracować w plenerze – malowanie jest dosyć intymnym procesem i źle mi, czując czyjś wzrok wodzący za pędzlem. Może dlatego nie podjąłbym się nigdy nauki malowania. Poza tym – uwielbiam powieści. Łączę malowanie z ich… słuchaniem. Audiobooki to wspaniały wynalazek!

Krystyna Ponińska: Czy nie obawiasz się, że ciągłe koncentrowanie się w malarstwie na tematyce Śląska wyczerpie twoją twórczą wyobraźnię? Czy może szukasz natchnienia w innych przestrzeniach i klimatach, by powrócić tu i ze świeżością spojrzenia odkrywać na nowo śląskie pejzaże, uwieczniając je w swych akwarelach.

W istocie – muszę czasami od Śląska się oderwać. Żeby zatęsknić, zebrać nowe materiały, odkryć nieznane mi dotąd miejsca albo inaczej spojrzeć na te najbliższe. Inspiracji dostarczają mi podróże – to zawsze nowe doświadczenia, a zwłaszcza nowe palety barw. Aktualnie kończę cykl poświęcony Sycylii – jest zupełnie różny od śląskich akwarel.

Krystyna Ponińska: Jesteś przykładem młodego człowieka sukcesu. Człowiekiem, który swe marzenia i pasje przekuwa w realne byty, na różnych polach działania. Co mógłbyś poradzić młodym ludziom, którzy mają swoje pasje, lecz los nie zawsze sprzyja realizacji ich planów, by mogli robić to, co kochają? Tobie też nie od razu udało się spełnić marzenie, by zostać malarzem?

Grzegorz Chudy: Nie uważam się za takiego. Hasło „człowiek sukcesu” bardziej kojarzy mi się z celebrytami z kolorowych magazynów i śniadaniowych telewizji. Myślę, że jestem człowiekiem, który rzetelnie wykonuje swoją pracę i uporczywie trzyma się wytyczonej przez siebie drogi, zresztą – to podobno śląska cecha. I chyba taką mam radę dla młodych marzycieli – czasami droga do celu jest kręta, ale każdy metr do niej nas zbliża. A może okaże się, że żadnego celu nie ma, ale sama droga okaże się cudowną, niekończącą się przygodą ? To też może być piękne.

Krystyna Ponińska: Jakie są twoje artystyczne plany? Czy przygotowujesz nowy cykl śląskich obrazów? A może znów uszczęśliwisz miłośników ‚”Star Wars” nowymi dziełami? I oczywiście jeszcze pytanie o wystawy, kiedy i gdzie będziemy mogli zobaczyć twoje malarstwo i być może spotkać Cię osobiście na wernisażach?

Grzegorz Chudy: Jeszcze w tym roku pojawią się bardzo bajkowe śląskie prace. Temat nowego cyklu to „Po drugiej stronie byfyja”. Ten mebel jest dla mnie nieodłącznym śląskim rekwizytem. Kojarzy się z dzieciństwem, ukrytymi maszketami, jakąś formą magii i cudownym trochę odrealnionym światem. Takie też będą te obrazy.
Oczywiście, wraz z nową częścią gwiezdnej sagi pojawią się zupełnie nowe prace. Podobno sam mistrz Yoda ma się pojawić na odpuście w Nikiszu (30 lipca – przyp. red.)

Wystawy rozpoczynają się jesienią – we wrześniu w Gliwicach, w październiku w Sławięcicach, a pod koniec listopada w Świętochłowicach.

Krystyna Ponińska: Dziękuję za spotkanie i do zobaczenia na Twoich wystawach.

Grzegorz Chudy: Dziękuję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
22 × 15 =