Ulotka Budżetu Obywatelskiego / Dawid Ślusarczyk

Budżet Obywatelski w Katowicach pomaga czy szkodzi miastu? Dzisiaj rusza kolejna, czwarta już edycja budżetu obywatelskiego. Przez najbliższe kilka tygodni wnioskodawcy mogą zgłaszać swoje propozycje zadań do realizacji. 4. edycja oznacza, że definitywnie skończył się okres, w którym dopuszczalne były próby i błędy. Czy zatem budżet w obowiązującym kształcie pomaga czy też przeszkadza w spójnym i konsekwentnym rozwoju miasta?

Budżet obywatelski w Katowicach ma swoich zwolenników i przeciwników. Ci pierwsi argumentują, że budżet nie spełnia swojej roli, drudzy natomiast przekonują, że jaki by nie był, umożliwia społecznościom lokalnym wpływać na sposób wydatkowania środków publicznych. Czym jest katowicki budżet obywatelski nazajutrz uruchomienia czwartej jego edycji?

Droga na skróty

Reklama

Wyszukując informacje na temat stosowania budżetu obywatelskiego nie trudno natrafić na materiały pochodzące z wszystkich kontynentów. W materiałach  źródłowych zazwyczaj spora grupa mieszkańców danego miasta opowiada o swoich projektach, uczestniczy w spotkaniach i warsztatach, w trakcie których gremialnie wypracowywane są rozwiązania społeczne faktycznie zakorzenione w potrzebach. Porównując ten model do stosowanego w Katowicach nie sposób uciec od wniosku, że „tutejszy” budżet obywatelski prowadzony jest na zupełnie innych zasadach a procedura, wciąż mocno niedoskonała, nie sprzyja dzielnicowej integracji mieszkańców. Nie wiedzieć dlaczego, władze miasta odrzuciły dawno wypracowane rozwiązania i na siłę szukają własnej drogi do celu.

Z edycji na edycję stosowana w Katowicach procedura staje się dla wnioskodawców większym problemem niż rozwiązaniem. W tym samym bowiem czasie, w którym w miastach i miasteczkach na całym świecie mieszkańcy kolektywnie rozwijają projekty obywatelskie, katowiczanie mierzą się z procedurą, która wymaga bardziej i bardziej. Zacznijmy od samego początku.

Spotkania dla widzów, nie uczestników

Organizowane we wrześniu głosowanie daje mieszkańcom okazję do wybrania przedsięwzięć do realizacji w ich dzielnicy oraz spośród puli projektów ogólnomiejskich. Dotychczasowi wnioskodawcy są zgodni, że Wybór ten dokonywany jest niemal wyłącznie na podstawie tytułu projektu oraz 2-3 zdaniowego opisu zamierzeń wnioskodawcy. Wszystkie faktycznie ważne i wiążące kwestie – takie jak szacunkowy kosztorys, szczegółowy opis oraz lokalizacja projektów – choć są wymagane przez urząd, dla głosującego mieszkańca pozostają wielką niewiadomą, nie są w żadnej formie publikowane czy udostępniane. W rezultacie może się okazać, że w Katowicach mieszkańcy głosują nie na zgłoszone projekty, lecz na własne wyobrażenia o nich, zbudowane na podstawie dalece niewystarczającego opisu.

Nie trudno przywołać przykład rodzący konflikt społeczny: dwoje wnioskodawców może zatytułować i przedstawić podobnie brzmiące projekty „rewitalizacji przestrzeni osiedlowej”, nawet jeśli jeden z nich będzie obejmował wycięcie osiedlowych drzew oraz stworzenie miejsc postojowych a drugi likwidację istniejących miejsc postojowych i inwestycje w zieleń.

Obecnie stosowany regulamin  nie daje możliwości ani rozróżnienia projektów, ani też rzetelnej oceny którejkolwiek spośród prawie 1000 dotychczas zgłoszonych propozycji – dotyczy to wszystkich projektów jednakowo.

Owszem, miasto organizuje dwie rundy spotkań dzielnicowych, jednak obie pozbawione są większego sensu: pierwsza seria spotkań służy omówieniu procedury i organizowana jest w czasie składania wniosków, kiedy nie wiadomo jakie propozycje zostały i zostaną złożone, drugie spotkanie –  organizowane na przełomie sierpnia i września – nie tylko jest nieobowiązkowe dla wnioskodawców, ale i odbywa się na  etapie procedury, na którym do projektu nie można wprowadzić jakichkolwiek zmian.

Miasto odrzuciło nawet odpowiedzialność za nawiązanie kontaktu z wnioskodawcami, którzy złożyli pokrywające się lub wzajemnie sprzeczne projekty, toteż do ostatniej chwili można zgadywać na jakie propozycje przyjdzie głosować mieszkańcom i czy o głosy katowiczan nie będą zabiegać dwa bliźniacze projekty. Ten stan rzeczy powtarza się pomimo zgłaszanych propozycji zmian procedury, jak i potwierdzonych przypadków takich zdarzeń.

Współpraca niemile widziana

W ogólnym rozrachunku można wskazać, że w tym samym czasie, kiedy poza granicami kraju budżet obywatelski integruje społeczność miast, miasteczek i dzielnic poprzez wspólne omawianie, analizowanie projektów i ich udoskonalanie, katowiczanie spędzają swój cenny czas przy komputerze lub telefonie, próbując zdobyć informacje jaki będzie koszt utrzymania  piłkochwytu, drogi, trawnika lub innej części projektu i to w perspektywie pięciu najbliższych lat. Nie ulega wątpliwości, że informacje w tym zakresie powinno dostarczyć samo miasto i pomóc wnioskodawcy w wyliczeniach, w praktyce podejmując ten temat szczegółowo już po wyborze projektów przez mieszkańców.

Skrajnym nieporozumieniem jest oczekiwanie, że wnioskodawca konstruktywnie spędzi swój czas szukając informacji o kosztach opróżniania i czyszczenia koszy na śmieci, gdy w tym samym czasie mógłby w terenie pokazywać innym mieszkańcom założenia swojego projektu.

Weryfikacja stratą czasu

Jednak paniczne unikanie przez miasto dialogu społecznego i wyszukiwanie kolejnych utrudnień dla wnioskodawców to nie wszystko – warto też przyjrzeć się temu jak miasto ocenia i weryfikuje złożone wnioski. Proces ten zazwyczaj trwa od czerwca do sierpnia, pochłaniając ok. 3 miesiące. W tym czasie podejmowane są uznaniowe i nieodwołalne decyzje i to bez kontaktu z wnioskodawcą. Jednocześnie, w 2016 roku do realizacji przeznaczono mniej niż 1/3 wszystkich zgłoszonych projektów. Oznacza to mniej więcej tyle, że 2/3 czasu pracy armii urzędników oceniających projekty w całości idzie na marne – a jest to czas więcej niż wystarczający by wypracować wnioski i poszukać lepszych metod osiągnięcia zakładanych celów, poszukać rozwiązań, które będą lepiej dopasowane do specyfiki dzielnicy.

Ten sam czas można przecież wykorzystać produktywnie, doprowadzając do zgłaszania przez mieszkańców mniejszej liczby lepiej przygotowanych wniosków. Wszak w każdej rozmowy z przedstawicielem urzędu wynika, że magistrat stawia na jakość a nie ilość. To dziwi tym bardziej, że nawet zdaniem pracowników urzędu, budżet obywatelski sprawia więcej trudności niż stwarza możliwości,

Projekty gorszej kategorii

Kłody pod nogami wnioskodawców to nie tylko procedura bardziej wymagająca niż w przypadku propozycji składanych kiedykolwiek przez członków Rady Miasta Katowice. Kontrowersje budzą też inne przyjęte rozwiązania: chociaż w momencie wyboru projektu w drodze głosowania mieszkańców zakwalifikowane projekty stają się przedsięwzięciami miejskimi, muszą być ściśle spójne z planami miejskimi, w szczególności miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, określającymi typ i charakter wykorzystania danego terenu.

Ograniczenie takie nie dotyczy inicjatyw włodarzy miasta, którzy w każdym przypadku każdym momencie gotowi są zmienić plany miejscowe, umożliwiając w ten sposób realizację powziętych przedsięwzięć. Za przykład posłużyć może chociażby decyzja o zmianie lokalizacji jednego z planowanych basenów i to pomimo kolizji już złożonych w urzędzie wniosków budżetu obywatelskiego z nowymi planami prezydenta.  Powstaje zatem pytanie czy propozycje mieszkańców z założenia nie są traktowane jako propozycje niższej rangi, podrzędne i gorsze od inicjatyw Prezydenta, bez względu na to jakich potrzeb i oczekiwań społecznych dotyczą?

Partycypacja bez partycypacji

Nie istnieje budżet partycypacyjny bez faktycznego włączania mieszkańców w proces decydowania o tym co, gdzie i w jakim charakterze ma zmienić się w ich dzielnicach. W sytuacji, w której brakuje dzielnicowych programów rozwoju i skutecznych metod współdecydowania mieszkańców o kierunkach rozwoju poszczególnych części miast a magistrat odrzuca blisko 99% wniosków składanych poza budżetem obywatelskim, ten ostatni mimo wszystko pozostaje  narzędziem wpływania na miasto.

Wyjątkowo kontrowersyjne jest jednak nazywanie takiego narzędzia korzystnym dla miasta lub „partycypacyjnym” – według obecnej procedury, aktualny sposób wyboru projektów do realizacji jest niczym więcej jak zasłoną, która ma odciąć mieszkańców od realnie ważnych decyzji dotyczących Katowic. Mamy do czynienia z mniejszym złem, jeżeli Prezydent Miasta Katowice nie ma świadomości tak szkodliwego wpływu budżetu obywatelskiego pozbawionego elementu dialogu społecznego. W tej sytuacji po wskazaniu wad, Prezydent powinien możliwie szybko zmienić zasady budżetu. zdecydowanie większym problemem jest stan, w którym pomimo trwającej 3 lata ewaluacji katowickiego budżetu obywatelskiego i narastającej krytyki stosowanych rozwiązań, Prezydent Miasta Katowice nie chce dostrzec problemu ani działać na rzecz jego rozwiązania. Można jedynie spekulować, że włodarze Katowic będą liczyć na docenienie „łaskawości” rozumianej jako sucha kwota przeznaczona na budżet obywatelski, jedna z największych w kraju, jeśli przeliczymy ją na mieszkańca. I tylko szkoda, że w zaistniałej sytuacji duża kwota oznacza równie duże marnotrawienie środków publicznych i kapitału społecznego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
15 + 11 =