Budżet Obywatelski to nic innego jak ostatnia deska ratunku w Katowicach. Kiedy rodzic daje dziecku 20 zł kieszonkowego, a dziecko dokłada się tymi pieniędzmi do rachunku za gaz, prąd i jeszcze chce zrobić w domu remont, to raczej dobrze świadczy o dziecku, trochę gorzej o rodzicu. Tak to niestety wygląda w Mieście Muzyki. Mieszkańcy wyręczają urzędników z ich obowiązków, starają się naprawić co się da, bo miasto po prostu nie dba albo nie widzi, a jak już widzi, to pewnie nie ma pieniędzy. Zaniedbania w Katowicach mają tak dużą tradycję, że nawet miejskie instytucje ratują się Budżetem Obywatelskim. Pokazało to głosowanie na projekty w tegorocznej edycji. W Śródmieściu większość realizowanych projektów wzbogaci filie Biblioteki Miejskiej i szkoły. Choć nie tylko w tej dzielnicy. Niestety. 

Coś tu jest nie tak, kiedy miejskie instytucje muszą żebrać o głosy mieszkańców, żeby się rozwijać i podnosić atrakcyjność swojej oferty. To patologia Budżetu Obywatelskiego, firmowana przez nieudolność władz. To jednak tylko jedna strona medalu, bo patologizacja Budżetu Obywatelskiego dotyka też samych mieszkańców. Ci muszą z niego korzystać żeby poprawić trawniki, które zostały zdewastowane przez parkujące samochody, czy rewitalizować przejścia podziemne.

Reklama

W samym Śródmieściu projekty zwycięskie to tak naprawdę – w większości – zadania Urzędu Miasta, które leżą odłogiem. Mieszkańcy chcą parkingów, stojaków na rowery i bezpieczeństwa. Śmiech przez łzy wzbudza zwycięski projekt rozbudowy monitoringu miejskiego (rejon ulic: Kozielskiej, Mikołowskiej, Wilimowskiego, Raciborskiej). Cel – zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańców). Innymi słowy: w tym rejonie jest tak źle, że aż ktoś zabrał się za pisanie projektu do Budżetu Obywatelskiego, żeby poprawić sytuację. Nie wspominając już o projektach, które nie wygrały w głosowaniu, jak np. rewitalizacja budynków.

Czytaj również: Co jest grane w Mieście Muzyki. – Coś tu brzydko pachnie – pisze Artur Maciaszczyk

Śródmieście Śródmieściem, ale co z innymi dzielnicami? Wystarczy losowo wybrać – padło na Wełnowiec-Józefowiec. Tam jako pierwsze wybrane do realizacji projekty widzimy zakup książek i audiobooków do biblioteki, doposażenie Miejskiego Przedszkola, a także m.in. rewitalizację placu i reorganizację parkingu. Na Giszowcu wygrała wymiana ogrodzenia w przedszkolu, remont elewacji budynku czy zbudowanie alejki spacerowej. Żeby nie było, tam też swoje chciały biblioteki i szkoły, ale akurat tym razem się nie udało.

W zeszłym roku katowickie ptaszki ćwierkały, że magistrat chce się wycofać z 20 mln złotych na Budżet Obywatelski, to jednak nie takie proste. To jest jak sytuacja z 500+. Kto daje, ten dobry, a kto odbierze temu biada. Rezygnacja z 20 mln mogłaby więc być miną dla prezydenta Katowic. Tym bardziej, że Marcin Krupa właśnie zwiększoną kwotą na Budżet Obywatelski tłumaczył kastrację Rad Jednostek Pomocniczych, którym odebrał pieniądze, a była to bolesna kastracja.

Co z rodzicami? Rodzice balują…

Brnąc dalej w obecny model Budżetu Obywatelskiego dochodzimy do pewnych absurdalnych sytuacji. Ile można? W sumie w ciągu 10 lat miasto wyda na ten cel 200 mln złotych, za to można sporo wyremontować, nawet miejsc na siłownie plenerowe w końcu zabraknie. Drugą sprawą jest to, że organ wykonawczy magistratu zdaje się być niepotrzebny. W końcu można oddać mieszkańcom całość pieniędzy na inwestycje i niech naprawiają miasto gdzie trzeba. I tak to już praktycznie robią. Tutaj stety-niestety dziecko staje się rodzicem, choć początkowo kieszonkowe miały zostać wydane na przyjemności. Co z rodzicami? Rodzice balują…

…chodzą m.in. np. na te wyjątkowo kosztowne szkolenia zapewniające „światową promocję” miastu Katowice? Ponoć loty do Krakowa zaczynają być już reklamowane na świecie, jako podróż do miasta, które leży obok tych słynnych Katowic.

4 KOMENTARZE

  1. Niestety do puki miasto nie zacznie słuchać mieszkańców, przeprowadzać konsultacji społecznych, odpowiadać pozytywnie na prośby wysyłane do UM ze wskazaniami rzeczy pilnych do wyremontowania/ zrobienia w dzielnicach i instytucjach mu podległy, tak długo BO będzie jedyną możliwością łatania zaniedbań!

  2. Panie Redaktorze,
    Pan chyba nie do końca zrozumiał ideę Budżetu Obywatelskiego, a dokładniej Partycypacyjnego. Proponuję najpierw się dokształcić i dopiero potem napisać.
    Porównanie Miasta do Rodzica trafne jest tylko i wyłącznie w punkcie dotyczącym balowania naszych władz. Sprawa również dyskusyjna, ale zgadzam się, że 1 mln na jakiś dziwny festiwal to przesada.

    Budżet Obywatelski ma nie tylko na celu aktywizację mieszkańców (co jak widać poprawia się z każdym rokiem), ale przede wszystkim pozwolić im na decydowanie na co chcą wydać pieniądze. I cóż w tym dziwnego, że pieniądze pójdą na szkoły (boiska, ogrodzenia) czy remonty chodników. Pisanie o tym, że to obowiązek miasta potwierdza moją tezę, że jest Pan ignorantem i słabym dziennikarzem. Budżet Obywatelski to tak naprawdę jedynie forma konsultacji, a pamiętać należy, że cały czas mówimy o jednym budżecie miasta.

    I na koniec dodam i zapytam:
    czy teksty typu:

    „Ponoć loty do Krakowa zaczynają być już reklamowane na świecie, jako podróż do miasta, które leży obok tych słynnych Katowic”

    „To patologia Budżetu Obywatelskiego, firmowana przez nieudolność władz.”

    to Pana prywatne poglądy? Czy Pana zdaniem są zabawne?
    Na pewno nie mają one nic wspólnego z obiektywnym dziennikarstwem, a szkoda.

    • nie nie, lepiej być wazeliniarzem i wchodzić w d*** obecnym władzom – tak, jak robi to przykładowo pan Żądło na portalu katowice24.info – gdzie wszędzie widać jego twarzyczki, promowanie się i pisanie o „niezależności w sytuacji, gdy jego zona jest osobistą asystentką Krupy….

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Solve : *
28 + 12 =